1
Szła ciemnymi ulicami, w pięknej czerwonej i
obcisłej sukience. Jej rubinowe szpilki wydawały uspokajający dla niej dźwięk.
Sama czasami zastanawiała się dlaczego on ją uspokaja. Taka mała rzecz a tak
cieszy. Kara szła przez opustoszałe ulice Genewy. Pełno śmieci rozrzuconych po
asfalcie, stłuczone okna, rozbite butelki na środku drogi. "Co za
dziura" pomyślała.
Maszerowała dalej wiedząc, że ktoś ją
obserwuje, usłyszała szmer nad swoja głową. Zatrzymała się, oczy momentalnie
jej pociemniały i zwęziły się, popatrzyła na otaczające ją budynki i dachy.
-Czego chcesz Demon?!- zapytała od niechcenia z widoczną
irytacją w głosie.
-Twój brat się o ciebie martwi- odparł zeskakując z dachu i
kucając na poręczy barierki która była koło niej.
-Dlatego ciągle , każe ci mnie pilnować ?- zapytała z nie
ukrywanym gniewem.- Nie jestem małą dziewczynką. Potrafię o siebie zadbać.-
odparła i ruszyła dalej.
Demon zagrodził jej drogę, patrzył na
nią tymi wielkimi czarnymi jak obsydian oczami. Przenikliwy wzrok lustrował ją
od stóp do głów.
-Polaris nie chce, żeby spotkało cię to samo co waszych
rodziców- odrzekł i skończył na barierę, złapał za gzyms dachu i znalazł się w
mgnieniu oka na budynku...i zniknął.
Kara wiedziała, że dalej jest blisko
niej i czai się w ciemnościach. Odetchnęła głęboko, pokręciła przecząco głową i
poszła dalej. Wychodząc z ciemnej i opustoszałej ulicy, zmieszała się w tłum ,
który podążał do głównej drogi, gdzie za rogiem zamieszczony był klub
Pandemonium, do którego ostatnimi czasy często bywała.
Zamiast ustawić się w kolejce po wejściówki na imprezę,
przeszła przez całą kolejkę do bramkarza. Bramkarz zmierzył ją wzrokiem ,
uśmiechnął się i dał jej wejściówkę mimo protestów ludzi. Kara odwróciła się do
tłumu z jej dotąd znaną gracją , posłała wszystkim zawadiacki uśmiech i weszła
do środka.
W środku była jak zwykle głośna muzyka,
stęchły zapach od nadmiernej ilości alkoholu, potu i dymu papierosowego.
Czerwone ściany były oblegane przez całujące się pary lub siłujących się na
ręce mężczyzn przy czarnych stołach i skórzanych sofach.
Dziewczyna od razu udała się do baru..
Uśmiechnęła się bardzo przystojnego i seksownego barmana
-Poproszę jedno piwo
Barman skinął głową i podał Karze piwo. Wzięła piwo i poszła
usiąść w strefie VIP, na miejscu które zawsze jest dla niej zarezerwowane.
Omiotła wzrokiem całą sale wraz z parkietem i ścianami, zatrzymała wzrok na
dziewczynach, które tańczyły w klatkach w ostrych strojach przy suficie.. Kara
uśmiechnęła się do nich i zaczęła sączyć piwo ciągle je obserwując.
Powoli sącząc piwo, Kara dostrzegła w tłumie nie
znajomą twarz. Od kilku lat, od strasznej tragedii , która spotkała jej
rodziców nikt nowy nie pojawił się w tym mieście. Rodzice Kary i Polarisa byli
strażnikami, którzy dzień i noc kontrolowali i bronili miasto przed różnego
rodzajami konfliktów. Teraz to brzemię spoczywało na rodzeństwie.
Wgapiała się
swoimi błękitnymi oczami w blondwłosego z zielonymi oczami chłopaka , o
łagodnych rysach twarzy. Na swój sposób był całkiem przystojny. Czarna skóra,
biała bokserka, dżinsy i czarne buty.
Wyglądem nie grzeszył.
Jego obecność w klubie zrobiła lekkie zamieszanie, gdy
wirował pomiędzy tańczącymi na parkiecie ludźmi . Odwracali się i szeptali
pomiędzy sobą. Muzyka nagle ucichła , przez chwilę było słychać szepty, które
po chwili ucichły, setki par oczu wlepione były w zielonookiego.
Ludzie zaczynali
się rozchodzić tak, że blondyn stał na środku Sali, a pozostali wokół niego. Z
jednej strony lud się rozstąpił.
„Polaris” szepnęła do siebie Kara. Dziewczyna popatrzyła na
klatki w których tańczyły dziewczyny. Już ich tam nie było… Kara rozejrzała się
po Sali, aby je odnaleźć. Nie musiała długo się rozglądać.
-Co to za jeden?- zapytała rudowłosa z czarnymi jak noc
oczami.
-Całkiem przystojny…i te oczy- odparła blondynka.
Usłyszała Kara za
plecami. Mimowolnie się uśmiechnęła znanym wszystkim uśmiechem, który
zwiastował coś przebiegłego i niebezpiecznego.
-Nava , Lena…przedstawiam wam nowego przybysza, któremu
życie jest zdecydowanie nie miłe jeśli tu przybył.
Dziewczyny zachichotały. Z tłumu wyłonił się Polaris szybkim
krokiem podszedł do przybysza. Jego złote oczy lustrowały i zarazem oceniały
chłopaka..
-Co cię sprowadza do Genewy ?- zapytał, szorstkim głosem.
-Piękne widoki i oczywiście dziewczyny- mówiąc to zerknął na
Kare i puścił jej oczko.
W Karze się zagotowało. Lubiła niegrzecznych chłopców, ale
nienawidziła tego typu podchodów. Podeszła do brata i zerknęła z pogardą na
nowego.
-Witaj bracie, czy nie uważasz tego gestu za zniewagę ?
Dotyczącą mnie?. Proponuję… wywieźć go w jak najdalszy zakątek Genewy,
najlepiej do lasu i zakopać go tam na cztery długie godziny. Jeśli przeżyje to
jego szczęście, jeśli nie… to do kostnicy. Jestem pewna, że jeszcze jedno
miejsce się na pewno znajdzie .
Kara mimowolnie po wypowiedzianych słowach uśmiechnęła się.
„Trochę brutalności nikomu nie zaszkodzi” pomyślała.
-Siostrzyczko, to jest naprawdę kusząca propozycja. I jestem
pewien, że Demon z chęcią by to zrobił,
lecz to jest nasz GOŚĆ-powiedział z naciskiem- A gości trzeba przyjąć z
szacunkiem, przyzwoitością i gościnnością. A jestem w stu procentach pewny że…-
popatrzył na chłopaka z ponaglającym wzrokiem.
-Nefryt- odparł
-Tak, Nefryt.. Dostosuje się do zasad, które obowiązują w
mieście, i ze chce udać się ze mną do mojego gabinetu na drugim końcu miasta.
Kara doskonale wiedziała, że jej brat sprawdza Nefryta i
jakby wytacza mu wyzwanie na polu bitwy.
Nefryt skinął głową i udał się za Polarisem. Przy drzwiach
zatrzymał się i odwrócił. Spojrzał jeszcze raz na Kare, uśmiechnął się
zawadiacko , puścił jej oczko i wyszedł.
Dziewczyna chciała ruszyć za nim, lecz powstrzymał ją Demon,
który nie wiadomo skąd znalazł się tuż
za nią.
Muzyka na nowo
zaczęła grać. Ludzie wrócili do zajęć, które zostały im przerwane, jakby w
sekundę zapomnieli o zdarzeniu z nowo
przybyłym „intruzem”.
Kara wróciła po
chwili do stolika , żeby skończyć swoje piwo. Dziewczyny w raz z Demonem
usiedli naprzeciwko błękitnookiej.
-Kim on jest i co do cholery robi w Genewie?- zapytała
zdenerwowana Nava.
-Nie mam pojęcia rudzielcu- odparł Demon z uśmiechem.
Nie wiadomo czemu Demon i Nava darli ze sobą koty.
- Coś ty …- nie dokończyła,, bo Kara przerwała jej
machnięciem ręki.
-Dosyć tego- powiedziała. I kłócąca się para zamilkła.
-Dziewczyny co wy tu jeszcze robicie?- zapytał z irytowany
głos za plecami dziewczyny.
Kara powoli się obróciła zarzucając swoimi czarnymi włosami
z pięknymi równymi zębami uśmiechnęła się seksownie.
-Witaj Pedro. To moja wina, ja zatrzymałam dziewczyny-
odparła o managera klubu.
Widziała jak Pedro czerwienieje.
-Oh. Kara…dobrze , a teraz dziewczynki ruszcie te swoje
cztery literki i do klatek.
Pedro zerknął na dziewczynę i się oddalił. Dziewczyny
uśmiechnęły się do Kary i poszły
pracować. Nava odwróciła się jeszcze raz
do dziewczyny, zrobiła gest który mówił ZADZWONIĘ a do Demona , po prostu
pokazała środkowy palec.
Kara zachichotała. Wstała i ruszyła do wyjścia.
-Samochód czeka na Ciebie po drugiej stronie drogi.-
powiedział Demon przytrzymując jej drzwi od klubu.
Wychodząc
bramkarz kiwnął jej głową na do widzenia, Kara się uśmiechnęła i poszła do
czarnej limuzyny. Demona już nie było.
-Tom zabierz mnie do domu- powiedziała do kierowcy i
odjechali.
2
Po około
godzinnej jazdy limuzyną, Kara znalazła się pod swoim domem. Była to wielka
budowla z dużymi oknami. Dach był płaski. Znajdował się na nim wielki taras z
dżakuzi, leżakami, i różnymi rodzajami kwiatów. To miejsce gdzie można
odpłynąć. W środku domu znajdowało się dziesięć pokoi z garderobą i łazienką,
kuchnia była przestronna, salon gier do którego często zaglądał Polaris,
gabinet, piwnica w której był kryty basen i nie wielki bar. Wokół basenu ustawione
były leżaki z parasolami. Pod leżakami był wysypany plażowy piasek.
Kara weszła po
długich skręcanych schodach prowadzących do mieszkania. Nie ściągając butów
zajrzała do pokoju gier, gabinetu brata i jego apartamentu. Nigdzie go nie
było.
-Dziwne- powiedziała do siebie dziewczyna.
Weszła do swojego pokoju, zapaliła światło, które
rozświetliło cały pokój. Ściągnęła buty , które rzuciła w kąt i zaczęła się
przebierać w coś lżejszego. Wszystko rzuciła na wielkie łóżko w swoim
„królestwie”. Z pod wielkiego łóżka wystawało coś czarnego. Kara delikatnie
pociągnęła za to. Z pod materaca wyłonił
się Hades. Wielki czarny doberman z czerwonymi, jarzącymi się oczami. Kara
dostała go na swoje osiemnaste urodziny, od rodziców. Pogłaskała hybrydę po
łepku i udała się do łazienki z wielkim lustrem, które zajmowało całą ścianę.
Wzięła szybką kąpiel z dużą ilością piany , sącząc lampkę wina. Po wyjściu z
łazienki ubrała się i wyszła na balkon. Owinęła się kocem, odpaliła papierosa i
rozsiadła się na leżaku. Patrzyła na wielkie, opustoszałe i rozświetlone
miasto.
-O czym myślisz ? – zapytał głos za nią.
Kara obróciła głowę w stronę dochodzącego głosu. O framugę
drzwi balkonowych opierał się Polaris.
-Długo już tu stoisz ?- zapytała brata
Popatrzył na drzwi i odparł.
-Przed chwilą przyszedłem
-Myślałam, że rozmawiasz z Nefrytem w gabinecie
-Tak, rozmawialiśmy. Chłopak wydaje się być w miły, ale mam
wrażenie że kłamie. Nie będę go naciskał. Zaprosiłem go jutro na obiad, może
się czegoś więcej dowiemy.
-Polaris, co się dzieje ? Ostatnim razem jak były zjazdy
ludzi do Genewy…w każdym razie nie skończyło się to dobrze. Trzeba się postarać
in powiedzieć mu delikatnie, ze nie pasje tutaj i musi zniknąć.
-Kara, na to trzeba trochę czasu, on dopiero przyjechał. Nie
można go od tak wygnać z miasta, bo będzie coś podejrzewał.
Kara pokiwała twierdząco głową.
-Kto dzisiaj kontroluje miasto?
-Dragon z Navą kontrolują północ miasta, Lena i Carter
południe, Vita z Joelem wschód a Katia,
Kevin i Rahel zachód…Jutro nasza kolej, trzeba odnowić kontakty dla
bezpieczeństwa i wzmocnić ochronę miasta i do tego sprowadzić więcej hybryd
takich jak Hades. Nie martw się poradzimy sobie, jeśli przyjazd Blondaska jest
początkiem zjazdów.
-Więcej hybryd?! Polaris, wiesz że kocham te zwierzaki, ale
zdajesz sobie sprawę jakie jest to niebezpieczne. Dwa lata pracowałam na
zaufanie Hadesa. Hybrydy chodzą własnymi ścieżkami, trzeba zasłużyć na ich
szacunek i zaufanie. Jeśli tego dokonasz skoczą za tobą w ogień jeśli zaufania
i tolerancji pomiędzy hybrydą a panem nie będzie nie ma szans ze będą słuchać.
W najgorszym wypadku jeśli je tu sprowadzimy takie dzikie pozabijają wszystkich
ludzi.
-Módlmy się więc, że damy radę zdobyć ich zaufanie i
szacunek.
Kara zamyśliła się . „ Sprowadzenie hybryd… to samobójstwo”.
Postanowiła jednak milczeć, wiedziała jaki jej brat potrafi być nie ugięty.
- Jak przebiegła rozmowa z Nefrytem ?
-Oprócz tego, że zaprosiłem go na obiad i dalej upierał się
przy fakcie że przyjechał tutaj dla pięknych widoków i ładnych dziewczyn?- Kara
kiwnęła głową- Opowiedział mi łzawą historyjkę swojej przyszłości i że przyjazd
tutaj jest dla niego oderwaniem od rzeczywistości i wielką zabawą. Po jego
wyjściu zawiadomiłem zwiadowców i Demona żeby mieli na niego oko.
-A wracając do Demona, mój kochany bracie.
Polaris już wiedział co się święci. Kara uśmiechnęła się do
niego.
-Dlaczego dalej usiłujesz mnie kontrolować?
-Kara… nie kontroluję cię. Wiesz doskonale, że możesz robić
co chcesz, jak, gdzie i kiedy chcesz. Boję się o twoje bezpieczeństwo, dlatego
zapewniłem ci ochronę. Demon jest moim przyjacielem, wie do czego jest
zdolny…ochroni cię, a do tego jest lojalny.
-Nie potrzebuję ochrony. Potrafię sama o siebie zadbać. A po
za tym dobrze wiesz , że jestem lepsza od Demona.
-Obydwoje jesteście bardzo dobrzy Karo, jestem po prostu
twoim bratem, wiem, że czasami jestem za bardzo opiekuńczy, ale…- dziewczyna mu przerwała.
-Odwołaj Demona , a ja w zamian będę wszędzie zabierać
Hadesa- targowała się.
Polaris zamyślił się. Popatrzył na siostrę i odparł z
wahaniem.
-No dobrze.
Kara uśmiechnęła się z wyższością. Polaris uznał, że już nie
ma o czym rozmawiać z siostrą i udał się do swojego gabinetu. Kara zapaliła
jeszcze jednego papierosa i wróciła do swojej sypialni. Podeszła do biurka i
podniosła leżącą na nim ramkę ze zdjęciem rodziców. Pocałowała ją. Wpatrywała
się w roześmiane oczy matki i ojca.
-Byliście cudowni….Byliśmy szczęśliwi- szepnęła sama do
siebie, ze łzą w oku.
Odstawiła ramkę na miejsce, zamknęła drzwi balkonowe,
zgasiła światło, odwróciła się w stronę łóżka , popatrzyła na duże
okno…wgapiały się na nią jarzące zielone
ślepia, Hades zaczął warczeć i zmierzać w stronę okna. Kara z ciekawością
wpatrywała się w tą zieleń. Chciała podejść bliżej ale oczy zniknęły.
Uśmiechnęła się
do siebie , powędrowała do łóżka, położyła się wygodnie i zasnęła.
Hades przez całą
noc spał pod oknem, dbając o bezpieczeństwo swojej pani.
Kara
przypuszczała kto to mógł być. Znała całe miasto i miasto znało ją. Tylko jedna
osoba w mieście miała takie oczy…Nowo przybyły…Nefryt.
Kara obudziła się
wcześnie rano. Nocą męczyły ją przeraźliwe koszmary dotyczące jej rodziców.
Przypomniała
sobie wczorajszy wieczór, te zielone oczy, które widziała w ciemnościach przy
oknie. Było w nich coś niepokojącego i przerażającego. Zadawała sobie teraz
pytania „Po co Nefryt przyszedł do niej? I jak długo tam stał? Czy słyszał
rozmowę jej i Polarisa ?”
Hades dalej sterczał przy oknie wgapiając się w miejsce
gdzie wczoraj pojawił się zielonooki. Zawołała swojego pupila. W mgnieniu oka
był u jej boku. Pogłaskała go za uszami i wstała z łóżka. Podeszła do biurka,
wzięła laptopa i zaczęła czytać wiadomości na mailu, które wysłał jej jeden z
hakerów.
„Informacje na
temat: gangów narkotykowych, bójek, molestowanie, gwałty, morderstwo . Wszystko
na wschodzie”
-Czyli to co zazwyczaj- powiedziała do siebie.
Skopiowała wszystko do komputera. Wysłała wszystkie
wszystkie informacje pozostałym zwiadowcom. Od razu dostała wiadomość o
potwierdzające od kilku obserwatorów. „Czyli do wieczora wszystko będzie
zrobione” pomyślała. Odeszła od komputera, spojrzała w okno licząc że coś
zobaczy. Niestety nic. Przebrała się w strój kąpielowy, sprawdziła, która
godzina. Była ósma. I poszła na basen. Nic tak nie uspokajaj jak woda i relaks.
Popatrzyła na
zegarek, dochodziła dziesiąta. Kara nie spodziewała się, że tak długo była w
wodzie. Osuszyła się ręcznikiem i pomaszerowała na górę. Głośna muzyka ,
krzątanina w kuchni. Dziewczyna poszła za odgłosem tuczących się naczyń.
-Co robisz?- spytała rozdrażnionego brata.
-Próbuję coś zrobić na ten cholerny obiad, żeby nasz gość w
końcu powiedział po co tu jest- odparł z irytacją.
Polaris miał
zwyczaj złościć się na coś gdy mu nie wychodziło. Wtedy jego oczy robiły się
wielkie i rażące. Kara przez chwilę zastanawiała się czy powiedzieć bratu o
wczorajszym incydencie nocnym, ale doszła do wniosku że powie mu później lub na
nocnej zmianie. Nie chciała bardziej denerwować brata.
-O której dziś wychodzimy ?
-Ja dzisiaj mam dużo papierkowej roboty. Demon z tobą
pójdzie zamiast mnie. Będę pracował całą noc.- odparł
Polaris popatrzył
na siostrę i uświadomił sobie co właśnie powiedział. Wczoraj wieczorem zapewnił
siostrę że Demon nie będzie jej kontrolował.
- Wezmę TYLKO Hadesa- powiedziała z naciskiem.
-Dobrze, tylko zrób ten cholerny obiad.
Kara zaśmiała się
głośno. Brat skarcił ją spojrzeniem i odszedł. Poszedł jak zwykle do swojego
gabinetu. Zagłębił się w papierkowej robocie. Miał do sporządzenia kilka
raportów „Przed dwudziestą przyjdą zawiadowcy zdać raport, więc będzie więcej
papierów” pomyślał rozwścieczony. " Mówiłam ci żebyś zatrudnił księgową”-
usłyszał głos w swojej głowie. Pośpiesznie zablokował swoje myśli, żeby siostra
ponownie nie wdarła się w jego przestrzeń osobistą.
-Kara! Co ja ci mówiłem o wchodzeniu z butami do mojej
głowy.
Usłyszał tylko donośny śmiech siostry. Uśmiechnął się do
siebie i wrócił do pracy.
***
Kara chwilę pokrzątała się po kuchni, zastanawiając się co
może zrobić na obiad. Wpadła na pomysł, że zrobi kaczkę z jabłkami. Sprawdziła
czy ma wszystkie składniki. Zabrakło tylko masła. Wyciągnęła swojego Iphona i
zadzwoniła do Toma- swojego szofera.
-Tom, podjedz do sklepu po masło. Proszę.
-Dobrze Karo, dziś robisz obiad? –zapytał
-Tak, może się skusisz?- zapytała uśmiechając się pod nosem.
Zawsze jak robiła obiad dzwoniła do Toma, bo jak zwykle
czegoś jej brakowało, w zamian zapraszała Toma na obiad, czyli dość często.
-Karo, nie kuś. Robisz pyszne potrawy, ale nie chcę dziś
przeszkadzać. Polaris wspomniał rano , że będziecie mieli gościa.
-Spokojnie Tom, zapakuję i dam ci na wynos. Na pewno starczy
dla całej twojej rodziny.
-Jesteś bardzo uczynna Karo. Rodzice na pewno by byli z
ciebie dumni. Masło za chwilkę przywiozę.
Karze łzy
zakręciły się w oczach gdy szofer wspomniał o rodzicach.
Dziewczyna na zaś
przygotowała talerze, sztućce , poszła do barku po trzy kieliszki i rozstawiła
wszystko na stole w kuchni. Zawołała Hadesa i wypuściła go na dwór. Uzupełniła
pupilowi miski na wodę i jedzenie i udała się z powrotem do kuchni oczekując
Toma.
Po chwili rozległ
się dzwonek do drzwi, dziewczyna pobiegła jak najprędzej otworzyć.
-Tom, powiedziałam ci przecież żebyś czuł się u nas jak u
siebie. Byłeś przy nas od dzieciństwa.
-Przepraszam Karo, ale mam zwyczaj zapominania- odparł Tom
podając jej masło.
-Dobrze, czy chcesz kawę lub herbatę ?- zaproponowała
-Nie, nie dziękuję. Muszę zrobić zakupy. Jutro jedna z moich
córek ma urodziny. Jak będę potrzebny proszę dajcie mi znać.
-Złóż jej serdeczne życzenia od nas oraz przyjedź za
godzinę, aby odebrać posiłek. Myślę Tomie że nie będziesz dzisiaj nam potrzebny
i jutro również. – powiedziała Kara
Tom kiwnął głową
i odszedł.
Kara co sił
pognała do kuchni. Zaczęła wyciągać na blat wszystkie potrzebne jej składniki
do przyrządzenia potrawy.
Po godzinie
pichcenia wszystko było gotowe. Kara poszła do gabinetu brata. Polaris siedział
przy swoim wielkim biurku, skupiony na swojej papierkowej robocie.
-Kiedy przyjdzie Nefryt- zagaiła
- O trzynastej- odparł pośpiesznie nie odrywając się od
pracy.
Kara popatrzyła na zegarek i zerknęła znacząco na brata.
Było za piętnaście druga. Wgapiał się w nią nie wiedząc o co chodzi siostrze.
Poszedł w ślady za nią zerkając na zegarek. Zerwał się na równe nogi, klnąc pod
nosem i pobiegł szybko do swojego pokoju się przebrać. Kara stała jeszcze
chwilę w gabinecie podziwiając mahoniowe regały i poszła do kuchni dokończyć
nakrywanie do stołu. W między czasie zapakował jedzenie na wynos dla Toma.
Polaris zszedł do kuchni, popatrzył na stół i na siostrę.
Podszedł do niej i pocałował ją w czółko.
-Postarałaś się jak zwykle siostrzyczko.
-Dziękuję, mam nadzieje że będzie wam smakowało. Mógłbyś
pójść po wino do piwnicy?- zapytała
-Oczywiście.
Gdy Polaris się oddalił, Kara usłyszała nadjeżdżający
samochód. Od razu wiedziała, że to Tom, więc zabrała reklamówki w które było
zapakowane jedzenie i udała się do drzwi. Otworzyła je z promiennym uśmiechem
na twarzy i podała posiłek szoferowi.
-Dziękuję bardzo, pachnie smakowicie. – Szofer uśmiechnął
się i odszedł.
Kara zamknęła
drzwi i pobiegła do swojego „królestwa” się przebrać. Włożyła małą czarną i
jaskrawe różowe szpilki, poprawiła makijaż i zeszła na dół. Kara podeszła do
drzwi balkonowych i otworzyła je. Zawołała Hadesa. Hybryda wpadła do domu ledwo
wyrabiając zakręt i pognała do pokoju Kary.
Polaris stał już
w kuchni, nalewając zawartość butelki do lampek.
Nagle usłyszeli
dzwonek do drzwi. Obydwoje udali się by otworzyć je.
-Witamy- odparli razem.
Gość zmierzył rodzeństwo wzrokiem, bez przywitania wszedł do
środka kierując się wyznaczone przez
Karę miejsce.
-Rozgość się – pokazała na krzesło- I oczywiście częstuj
się.
Wszyscy zajęli już miejsca.
-Więc… co cię sprowadza do Genewy?- zapytała dziewczyna.
-Nie chcę być nie grzeczny, ale wyjaśniłem wszystko twojemu
bratu wczoraj wieczorem- odparł- Mam wrażenie, że chcecie się mnie stąd pozbyć-
zarzucił.
-Oczywiście że nie.
-Szczerze mówiąc to tak
Powiedziało jednocześnie rodzeństwo.
-Kara…- zwrócił jej uwagę Polaris.
-Przepraszam, moja siostra chciała powiedzieć…- nie do
kończył bo gość mu przerwał.
Polaris zmierzył go wzrokiem. Nienawidził jak ktoś mu
przerywa z wyjątkiem Toma i Kary.
-Szczerość to podstawa. Nie gniewam się na twoją siostrę.
Jest po prostu wyszczekana- odparł z zawadiackim uśmiechem.
-Wyszczekana ?!- żachnęła się dziewczyna.
Chciała dalej się spierać, lecz zobaczyła wzrok swojego
brata. I odpuściła.
Do kuchni wpadł
Hades , ujadając i warcząc przeraźliwie.
-Siad Hades- powiedziała Kara.
Zwierzę popatrzyło to na nią to na nowo przybyłego gościa.
Mruknął z nie zadowoleniem i usiadł wgapiając się w Nefryta.
Po chwili rozmowa
przeszła na inny temat.
-Czym się zajmujesz?- zapytał Polaris
-Niczym szczególnym. Jeżdżę po świecie i po prostu zwiedzam.
Szukam odpowiedniego miejsca dla siebie. Nawet wydaje mi się że takie
znalazłem. Myślę , że to miejsce jest idealne.
Rodzeństwo popatrzyło na siebie znacząco.
-Masz namyśli Genewę- zapytała z nie dowierzeniem dziewczyna.
-Tak, z tego co zauważyłem, dużo się tu dzieje.
Kara kiwnęła głową. Nie dowierzała, że zielonooki chce tutaj
zostać. Więc przerwała narastającą
ciszę.
-Zacznijmy posiłek- zasugerowała.
Mężczyźni kiwnęli głową i zaczęli pałaszować.
-Pyszne- powiedzieli jednocześnie.
-Mogłabyś dać mi przepis- zagaił Nefryt
-Oczywiś…-zaczęła mówić Kara, nagle przypominając sobie
zajście z poprzedniej nocy. Miała powiedzieć o wszystkim Polarisowi później,
ale stwierdziła, że teraz jest idealny moment. Uśmiechnęła się znacząco i
dodała- Przepis jak podglądać dziewczyny w środku nocy czy na kaczkę w jabłkach
?
Polaris zerknął
na chłopaka a później na dziewczynę..
Nefryt musiał
wyczuć napięcie w otoczeniu, ponieważ szybko wstał, pożegnał się skinieniem
głowy i ruszył w kierunku drzwi.
Kara zerknęła na prawie nietknięty talerz i zapytała
oddalającego się chłopaka.
-Już nie jesz? Prawie nic nie ruszyłeś.
-Było bardzo pyszne, ale innym razem. Mam dużo spraw do
załatwienia.- odwrócił się i wyszedł. Drzwi trzasnęły. Kara odwróciła głowę do
brata, który wpatrywał się w nią. Dochodziła szesnasta za cztery godziny miała
nocną zmianę.
-Co to miało znaczyć ?- zapytał zaciekawiony Polaris.
-Ale co?- udawała głupią Kara.
-To.- odparł
Kara streściła mu wczorajszy wieczór. Polaris zdenerwował
się na siostrę, że mu wcześniej o tym nie powiedziała. Kara jednak zdołała go
uspokoić.
-Posprzątasz ? Chciała bym się położyć przed nocną zmianą.
Polaris pokiwał głową i zabrał się za sprzątanie.
Kara pobiegła na
górę, zrzuciła ubranie i rzuciła się na łóżko. Zasnęła w mgnieniu oka.
Przebudził ją
dzwonek do drzwi. Zerknęła na zegarek. Była dziewiętnasta trzydzieści. Wstała i
poszła pod prysznic.
****
Polaris skończył
sprzątać i udała się do frontowych drzwi żeby je otworzyć.
-Witaj Polaris- przywitała się Vita
-Witajcie- odparł do zwiadowców- Przejdźmy do mojego
gabinetu.
Wszyscy udali się
za Polarisem.
-Coś nowego?- zapytał gdy już wszyscy siedzieli na wygodnych
fotelach w jego „samotni”.
-Na zachodzie, północy i południu spokój. Na wschodzie było
trochę zamieszań, ale wszystkim się zajęliśmy. Kara rano wysłała nam wszystkie
informacje. Zginęła wczoraj 15 letnia dziewczyna, ale znaleźliśmy już mordercę.
Sporządziliśmy notatki z nocy i z dnia.
-No dobrze zostawcie mi wszystkie notatki na biurku i idźcie
odpocząć. Co zrobiliście zabójcy ?- zapytał z ciekawością w głosie.
-Tym razem zawiadomiliśmy policję. Za dużo było gapiów.
Polaris kiwnął z uznaniem głową. Wszyscy już wstali, Polaris
chciał odprowadzić gości do drzwi lecz Carter uniemożliwił mu to zadanie.
-Trafimy do drzwi- odparł Carter uśmiechając się.
Polaris kiwnął głową i zaczął wracać do rutynowej pracy .
„Może Kara miała rację z tą księgową” pomyślał.
****
Kara wyszła z
łazienki już odziana. Schodziła po schodach gdy dostrzegła wysypujący się tłum
z gabinetu brata.
-Cześć- zawołała
-Cześć Kara- odpowiedzieli chórem kierując się do wyjścia.
-Miłego patrolu- zawołała Lena.
Kara wzięła smycz
i zawołała Hadesa. Zapięła zwierzaka i udała się do brata.
-Wychodzę na obchód. Zachód czy wschód?
-Wschód- odparł.
Popatrzyła na brata znacząco. Nigdy nie pozwalał jej się
zapuszczać na wschodzie ponieważ tam jest najbardziej niebezpiecznie.
-Co ? Już czas żebyś sama dawała sobie radę.
Kara uśmiechnęła się do brata i wyszła.
****
Po wyjściu Kary ,Polaris udał się na taras.
-Demon- powiedział do głuchej ciszy.
Nagle z cienia wyłonił się ciemnowłosy, wysoki chłopak z
jasną cerą. Miał na sobie czarna znoszoną już bokserkę, czarną błyszczącą skórę
do tego ciemne dżinsy i czarne buty.
- Kara wyszła na obchód. Jest na zachodzie. Mniej ją na oku.
Demon już przymierzał się do tego, żeby znaleźć się na
dachu, gdy Polaris się odezwał.
-Nie daj się jej zobaczyć. Nie wie że cię wysyłam.
Demon popatrzył na przyjaciela pytającym wzrokiem.
-Po co pytasz? Wiem, że słyszałeś całą rozmowę z przed
chwili.
Demon uśmiechnął
się znacząco i zniknął w ciemnościach, które panowały na dachowym tarasie.
4
Szła z papierosem
w ręku, jej ślepia rozświetlały ciemną ulicę. Oczy dziewczyny jarzyły się tak
jakby ktoś zapalił latarkę.
Otaczały ją
ruiny, stare budynki, opuszczone magazyny, zrujnowane domy, które były zamieszkane
przez bezdomnych i uchodźców i wygłodniałe zwierzęta.
Nikt z normalnych
ludzi nie warzył się zapuszczać w tych stronach. Zdarzało się tutaj spotkać
nielicznych ale to byli tylko handlarze prochów lub inni kryminaliści, którzy
porzucali tutaj swoje ofiary.
Inni nawet by nie
zwracali uwagi na to, że ktoś tutaj mieszka, zburzyli by to wszystko, gdyby nie
Kara, która walczyła o ten rejon. Był niebezpieczny, owszem ale to był uch dom.
Gdzie by się podziali bez niego ?. Mieszkańcy
tej części miasta mimo swojej przeszłości, są do niej mile nastawieni. Kara
czasami przynosi im jedzenie lub ubrania. Zawsze przychodziła tutaj z Polarisem,
ponieważ nigdy nie chciał jej puścić samej. Kara często w nocy wymykała się z
domu i trafiała do tego miejsca. Nie wiedziała czemu tak ja tutaj ciągnęło,
może dlatego że kiedyś jej mama dużo mówiła o tym miejscu, o tych ludziach. Od
razu przypomniały jej się słowa matki „ Nie ważne bogaty- biedy, chudy-gruby,
miły- niegrzeczny to i tak jest człowiek i trzeba mu pomóc w potrzebie, a kiedy
zapracujesz na jego zaufanie i tobie tez kiedyś pomoże”. Kara w ten dzień kiedy
mama powiedziała jej te słowa , długo dan nimi myślała i nie rozumiała ich.
Myślała wtedy „ Przecież my nie jesteśmy ludźmi, dlaczego mamy im pomagać?
Jesteśmy lepsi”. Teraz dopiero zrozumiała co ma na myśli, bez naszych super
mocy byli byśmy tacy sami bylibyśmy ludźmi. Tak naprawdę nie wiele się od nich
różnimy.
Kara szła dalej ,
po chwili zdając sobie sprawę że jest tutaj bardzo cicho, aż za cicho. Przez
drogę przebiegł wychudzony czarny kot. „Oho” pomyślała Kara. Nagle usłyszała
przeraźliwy krzyk, spuściła Hadesa ze smyczy i powiedziała do niego „Szukaj”.
Doberman ruszył biegiem , Kara ledwo za nim nadążała. Pies zatrzymał się przy
jednym z magazynów. Kara nie czekając ani chwili dłużej, rozbiegła się ,
wyskoczyła i przefrunęła nad ogrodzeniem, Hades poszedł w ślady pani. Oboje wbiegli
do magazynu, gdy znowu rozległ się krzyk , Hades zawył przeraźliwie i ruszyli w
stronę ofiary, która potrzebowała pomocy. Wbiegli na najwyższe piętro magazynu.
Na środku sali w kałuży krwi leżała dziewczyna, miała około szesnaście lat. Kara
rozejrzała się dookoła nikogo nie było „ To nie możliwe, żeby ktoś z tond
uciekł nie mijając nas” pomyślała. Kara podbiegła do dziewczyny, chciała już ją
podnosić, gdy usłyszała za plecami szmer. Odwróciła się szybko gotowa do walki…NIC.
Zatoczyła koło własnej osi, dalej nic. Hades nie przestawał warczeć. Kara
mimowolnie popatrzyła na sufit „ O mój borze”- szepnęła. W rogu sufitu, do
metalowej ściany przyklejony był „napastnik”, jego czerwone jak lawa oczy
jarzyły się przeraźliwie. Kara gotowa do skoku usłyszała warczenie ale nie
dochodziło od Hadesa tylko od istoty z sufitu. Istota wyszczerzyła długie ,
zaostrzone zęby i skoczyła na nią. Kara z ledwością zrobiła unik, długie szpony
rozcięły jej koszulkę, dziewczyna zrobiła salto w tył żeby zwiększyć odległość,
rozejrzała się szybko w poszukiwaniu czegoś do obrony. W prawym rogu
pomieszczenia leżała metalowa rura „Nie zdążę dobiec” – pomyślała. Czerwone
oczy lustrowały ją wzrokiem, widać było obłęd w oczach. Bestia spróbowała
zaatakować, dziewczyna z całej siły kopnęła ją w klatkę piersiową, istota
pofrunęła przez salę, Kara zerwała się do biegu. Podbiegła po rurę, odwróciła
się… nie zdążyła nic zrobić. Oczy były przed nią. Istota złapała ja za gardło,
podniosła nad ziemią i trzymała przy ścianie. Kara nie mogła się ruszyć.
Kara zobaczyła
ruch za plecami przeciwnika, to był Hades. Istota pokazała zęby i zaczęła zbliżać
swoją paskudną szczękę do jej ramienia.
-Hades- wychrypiała, przez zęby- Jedz
Hades zawarczał i zaatakował… Napastnik puścił Karę,
zasłaniając się i runął na ziemię. Kara złapała oddech, podniosła metalowy
przedmiot, podeszła do bestii i wbiła mu rurę w klatkę piersiową. Popatrzyła
jeszcze raz na czerwonookiego, miał rozszarpaną całą twarz. Popatrzyła na
Hadesa:
- Nie marnowałeś czasu co ?- mruknęła
Hades zamerdał ogonkiem i oboje poszli do dziewczyny. Kara sprawdziła
puls, jeszcze żyła . Podniosła ją z ziemi i ruszyła do wyjścia. Usłyszała
warczenie za plecami, obróciła się szybko, aby odeprzeć atak, lecz zobaczyła
tylko dymiące się zwłoki. Dym zamienił się w granatowo-czerwony ogień. Po
chwili ogień zgasł a na ziemi leżała kupka popiołu, które po chwili uniosły się
i zaczęły przenikać przez ścianę „Miłej drogi do piekła”- mruknęła Kara i
wyszła z budynku.
Kara ściągnęła
pasek do spodni, przypięła dziewczynę do Hadesa”
-Zabierz ją do Lexi, ona będzie wiedziała co zrobić. Uważaj
na nią. Straciła dużo krwi- powiedziała.
Hades kiwnął łepkiem jakby wiedział co jego pani mówi.
Przeskoczył przez ogrodzenie i pognał do miasta.
Dochodziła
czwarta, a ona wałęsała się sama po okolicy. „Co to było?” pomyślała. Za chwilę
myśli zeszły na inny tor „Lexi, jest przecież zakochana w Polarisie, jeśli
Hades już do niej dotarł to pewnie zadzwoniła do niego, żeby go odebrała…Polaris
wiedział by że została sama i na pewno by kogoś wysłał lub zadzwonił by do niej
i kazał wracać. Niech to szlag!”- pomyślała i zaczęła się rozglądać. Nikogo nie
było. Nagle z za rogu wyłoniła się ciemna postać. Kara przyjrzała się jej. „Demon”
5
Demon biegł w jej kierunku, zdyszany.
-Niech cię szlag Kara- krzyknął
-Co tu robisz Demon? Śledzisz mnie?- zapytała.
Miała nadzieję, że nie i Polaris dotrzymał obiecanego jej
słowa, usłyszała tylko „A jak myślisz?” z nutą drwiny. Popatrzyła na niego
wściekła i ruszyła biegiem w stronę domu. W tym momencie cieszyła się , że jest
odmieńcem, bieg z jednego końca na drugi koniec miasta zajmował jej około 10
minut. Szybki bieg. Jest najszybszym osobnikiem swojej rasy.
Demon biegł
tuż za nią, nie spuszczając z niej wzroku. Zostawił ją dopiero przy drzwiach wejściowych
jej domu.
Szarpnęła drzwi.
Hades przywitał ją już w progu. Rozwścieczona pobiegła do gabinetu. Pusty, więc
udała się do salonu gier. BINGO.
-Jak mogłeś! – krzyknęła do brata
-Nie mam pojęcia o czym mówisz. Jak minął patrol ? Chyba za
wcześnie wróciłaś- odparł wgapiając się dalej w monitor.
Polaris grał
w jakąś grę, w której trzeba zabijać złoczyńców. Bardzo lubił tę grę , ale
denerwował się gdy przegrywał. Kara o tym wiedziała, dlatego zasłoniła mu
ekran, a kiedy się odwróciła w jego stronę. Wojownik został pożerany przez
wilki. Polaris popatrzył z gniewem na siostrę.
-Mogłaś zginąć do cholery – wrzasnął
Karę ogarnęła furia. Już nie panowała nad swoimi emocjami.
-To było zaplanowane tak ? Ta głupia gadka „ musisz radzić
sobie sama „ to kłamstwo ?!
Polaris zamilkł na chwilę , po czym szybko się zreflektował
-Nigdy nie pozwolę ci iść samej na wschód . Nie po tym co przytrafiło
się tam naszej matce.- warknął.
-Nie zamierzam iść w ślady naszych rodziców- odburknęła
Polaris i
Kara mierzyli się przez chwilę spojrzeniami, w końcu cała złość i napięcie
wypełniające pokój opadło. Kara przypomniała sobie o rannej dziewczynie.
- Co z nią ?- nie musiała mu mówić o co jej chodzi, brat
doskonale wiedział.
-Walczy o życie , chodź są małe szanse , że przeżyje. Miała
dożo obrażeń. Poszarpana szyja, złamane żebra, złamane obie nogi,
prawdopodobnie ma krwotok wewnętrzny. Jeśli przeżyję będzie kaleką do końca
swojego ludzkiego życia. I na sto procent traumę z tego całego zajścia.- umilkł-
Co się tam stało Karo ?- Demon mówił że rozległ się krzyk i pobiegłaś w jego
stronę… później zgubił cię z oczu.
Kara uśmiechnęła się , ale zaraz ten uśmiech zniknął.
-Szliśmy z Hadesem koło magazynów. Tak jak mówisz, rozległ
się wrzask i pobiegliśmy w jego kierunku. Głos pochodził z magazynu. Weszliśmy
tam. Dziewczyna leżała na ostatnim piętrze w kałuży własnej krwi.- opowiedziała
mu od A do Z.
Polaris
patrzył przez chwilę nią , w końcu odparł.
-To był strygor.
-Słucham ?
To co was zaatakowało…to był strygor. Można go zabić
żelazem, wbijając mu coś w serce. Najprawdopodobniej zabić go może także hybryda.
Katia
patrzyła na brata przerażonymi oczami. Zastanawiała się nad tym skąd jej brat
wie o tej istocie i co przed nią jeszcze ukrywa. Doszła do wniosku, że wcale nie zna już swojego brata. Polaris kontynuował
rozmowę.
-Strygor to istota podobna do nas. Może przybrać dowolny
kolor oczu, ale ich prawdziwym kolorem jest czerwony. Potrafi się szybko
poruszać ale nie szybciej od nas i ma „klejące „ ciało czyli może chodzić po
ścianach i nie spadnie. I od niedawna różni się także charakterem. Według legendy
Stygory pojawiały się w miastach w których panował spokój i wszystkie pozytywne
cechy. Ludzie traktowali jej jak swoje bóstwa do czasu… gdy została zabita
rodzina królewska i strygory dokonują zemsty. Każdy myślał że wyginęły nie pokazały
się od ponad stu lat. Mam w głowie już jeden scenariusz dotyczący jego
obecności- odparł
Dziewczyna popatrzyła na niego pytająco.
-Wydaje mi się, że ktoś je kontroluje. Strygory to bardzo
inteligentne istoty, nie zaatakowały by kogoś w zamieszkałym mieście , mimo że
mieszkają tam sami bezdomni…Znam mniej więcej ich plan działania. Na początku
obserwują ofiarę , zapamiętują jej rysy twarzy i zapach. Później czekają na to
aż ofiara zrobi fałszywy ruch czyli pójdzie na jakieś odludzie gdzie nikt jej
nie usłyszy, w najgorszym wypadku ją zahipnotyzują. A na końcu ją pożerają. To
co zrobił ten strygor było bezmyślne dlatego myślę że jest przez kogoś
kontrolowany. A wracając do mitu… odkąd zaczęli polować na ludzi, czarownica rzuciła
na nich klątwę. Dlatego powyrastały im szpony i długie zęby.
Polaris
przestał na chwilę mówić. Popatrzył na siostrę by sprawdzić czy przyswoiła
sobie wszystkie informacje.
- Zdołałaś go zabić dlatego, że był słaby. Wielu z naszych
przodków chciało ich zabić. Niestety polegli w walce. A jeśli był jeden to gdzieś
blisko kręci się pozostała czwórka. Chodzą piątkami.
Kara nie
wiedziała czy ma czuć się urażona , że brat nie docenia jej umiejętności czy na
to że ukrywał przed nią wiele rzeczy. Odparła tylko.
- I co teraz ?
-Jutro odbędzie się zebranie z wszystkimi strażnikami Genewy.
Jeśli zajdzie taka potrzeba zwołam strażników z całego świata, żeby stanęli u naszego
boku w walce o nasze miasto, przeciwko tym bestiom. I jak najszybciej trzeba
sprowadzić hybrydy.
Polaris
zerknął na siostrę chciał już odejść, lecz siostra go zatrzymała.
-Skąd o nich wiesz ?- zapytała
-Ojciec mi o nich opowiadał- odparł i ostatecznie wyszedł.
„Dobrze że go zabiłaś w każdym bądź razie on by dzisiaj
przyszedł po ciebie „- usłyszała myśl , którą przesłał jej Polaris.
Kara
pomaszerowała do pokoju, nie miała na nic siły, więc nawet nie poszła pod
prysznic. Mimo tego że była zmęczona i
dochodziła szósta rano Kara udała się na balkon z butelką wina. Dziewczyna odpaliła papierosa, którego
popijała winem. Po dokończeniu całej butelki, usiadła na leżak. Ogarnęło ją
uczucie senności. Nie minęło dużo czasu gdy zasnęła.
Poczuła jak
się unosi w powietrzu „Latam”- pomyślała. Poczuła miękkość pod całym swoim
ciałem.
Punkt
czternasta, Kara obudziła się , pomaszerowała do kuchni. Na stole leżała
karteczka od brata „ Będę późno, nie martw się „. Dziewczyna podeszła do
lodówki, wyciągnęła sojowe, waniliowe mleko. Nie była wegetarianką, ale to
mleko… niebo w gębie. Odstawiła mleko na szafkę i wróciła do łóżka. Patrzyła otępiale
w sufit , była jeszcze zaspana. „Mogłabym przespać cały dzień „ – pomyślała.
-Czekaj, czekaj co ja robiłam w łóżku…Pamiętam wino, balkon
i latanie.- mówiła do siebie
-Latanie ?!- krzyknęła- Nie, to był zdecydowanie sen. Więc
kto mnie przeniósł z balkonu na łóżko ?.
Kara zatopiła się w myślach i ponownie zasnęła.
6
Kara
obudziła się o ósmej rano następnego dnia. Dziś miało być zebranie ze strażnikami odnośnie
zwiększenia ochrony miasta i strygorów.
Dziewczyna
ubrała szlafroki na bose nogi powędrowała do kuchni. Otworzyła lodówkę, PUSTA. Wzięła
telefon stacjonarny z blatu kuchennego i zadzwoniła do Toma.
-Słucham- odparł głos
-Tom, pojedziesz do tej knajpy azjatyckiej i weźmiesz mi
szaszłyki z kurczaka z sosem orzechowym ?- zapytała
-Oczywiście- odparł
-Weź dwie porcje , może Polaris też się skusi- powiedziała i
się rozłączyła.
W domu było
cicho, żadnej muzyki, żadnych szmerów i przedziwnych odgłosów „Polaris o tej godzinie
zawsze jest na nogach „ pomyślała. Poszła zajrzeć do gabinetu PUSTO, do salonu
gier też PUSTO. Miała iść już na górę do jego pokoju gdy nagle Polaris pojawił
się na schodach. Był zmęczony jakby całą noc nie spał.
-Ciężka noc ?- zapytała
-Nie pytaj – machnął ręką
Kara nadal
była zła na brata, za to że nie dotrzymał słowa i że posiada dużo informacji o
której ona nie ma pojęcia a on nie chce jej ich przekazać. Kara zerknęła na
brata i udała się na balkon, usiadła wygodnie w fotelu ogrodowym i zaczęła
czytać książkę, która znajdowała się pod stolikiem. Książka ją tak wciągnęła
,że nawet nie usłyszała dzwonka do drzwi.
-Tom przywiózł jedzenie. Miło z jego strony- odparł
podchodząc do siostry i siadając na fotelu obok.
Kara
zerwała się z miejsca , wzięła portfel z torebki,, która wisiała na oparciu
krzesła w kuchni i pobiega do frontowych drzwi. Tom był już przy drzwiach
limuzyny.
-Tom!- krzyknęła
Szofer się odwróciła, Kara podbiegła do niego
-Nie wziąłeś pieniędzy- podała mu gotówkę – zaczytałam się
nie słyszałam dzwonka
To skinął głową.
-Jak minęły urodziny?- spytała- masz ochotę na kawę ?
-Na kawę jest za ciepło, ale z chęcią napiję się zimnej
wody.
-To dobrze bo akurat chyba nie mam nawet kawy. - uśmiechnęła się i wrócili do domu.
Kara
wyciągnęła dwie szklanki i wodę z lodówki. Z Tomem udali się na taras. Usiedli
przy stole, dziewczyna rozlała do szklanek wodę i schowała książkę,, którą przed
chwilą czytała.
-Więc?
-Urodziny przebiegły w miłej rodzinnej atmosferze, było nie
wiele gości, al. I tak Katia dobrze się bawiła. A jak tam u ciebie Karo?
Rozmawiałem z Carterem wczoraj, mówił coś on strygorach i że zostałaś
zaatakowana.
Kara skinęła głową.
-Tak, na wschodzie. Gdy patrolowałam teren, ale wszystko w
porządku. Dziękuję że się martwisz. Będę musiała zaraz zadzwonić do Lexi zapytać
co z tą dziewczyną. To już druga ofiara w tym tygodniu, tylko niby pierwsza
ofiarę zamordował wuj.
-Trafił do cytadeli? – zapytał szeptem
Kara
pokiwała przecząco głową. Cytadela to więzienie do którego trafiali złoczyńcy.
Nigdy stamtąd już nie wychodzili i nigdy nikomu nie udało się stamtąd uciec. O
tym więzieniu nie wie żaden człowiek. Ludzie są przekonani że cytadela to mit.
Cytadela przechodzi z pokolenia na pokolenie w rodzinie Kary i Polarisa. Teraz
więzienie należy do nich, Cytadela mieści się dwadzieścia kilometrów od Genewy.
-Carter mówił że było bardzo dużo gapiów. Więc zostało im
tylko zadzwonienie na policje. Dostał piętnaście lat do odsiadki. Jeśli po
wyjściu zrobi jakiś fałszywy ruch to go zgarniemy i na pewno do niej trafi.- odparła
biorąc duży łyk wody. Nie miała pojęcia że aż tak chciało jej się pić. W sekundę
opróżniła całą szklankę i napełniła ją na nowo.
-Co zamierzacie zrobić z tymi bestiami? - zapytał
-Jeszcze nie wiemy. Dzisiaj mamy zebranie ze wszystkimi.
Polaris chce sprowadzić hybrydy chociaż moim zdaniem to nie najlepszy pomysł.
Tom
zapatrzył się w dziewczynę ale nic nie powiedział. Szofer zerknął na zegarek
było za piętnaście dziesiąta.
-Na mnie już czas…rodzina czeka- odparł
-Odprowadzę cię do drzwi- zaoferowała
Odprowadziła Toma do drzwi , pożegnała się i wróciła do kuchni
po szaszłyki. Zrobiła wielkie oczy ponieważ z szaszłyków został tylko
worek. Pobiegła do pokoju brata.
-Powiedz, że nie zjadłeś wszystkich szaszłyków- zapytała z
nadzieją w głosie.
-Zjadłem. Przepraszam byłem potwornie głodny. Poczekaj zaraz
ci coś zamówię- powiedział
-Nie. Zaraz pojadę na zakupy. Lodówka świeci pustkami. Przy
okazji zrobię coś na obiad dla wszystkich.
Polaris
kiwnął głową,. Kara wyszła z jego pokoju i udała się do swojego. Weszła do
swojej gigantycznej garderoby i zaczęła wybierać ubrania. Nałożyła na siebie
rozkloszowana białą sukienkę i białe sandałki na niewielkim obcasie. Starannie
zrobiła makijaż i zeszła z gracją ze schodów które prowadziły do wyjścia.
Wzięła z wieszaka klucz do samochodu, torebkę i udała się do garażu. W garażu
stało czarne, świecące porsche. Wsiadła za kierownicę, zapięła pasy. Na stojaku
umieściła telefon. Wybrała numer do Leny i Navy, dała na głośnomówiący. Stworzyła
konferencję. Odpaliła samochód i ruszyła do miasta.
Kara umówiła się z dziewczynami
za dwadzieścia minut w kawiarni Café Latte na kawę.
Miała czas podczas drogi co
zrobić na obiad. Zatrzymała się pod
sklepem i udała się do środka. Wirowała pomiędzy półkami w poszukiwaniu
produktów.
-Kotlety jagnięce, olej kokosowy, cebula, imbir, czosnek,
bulion, pieprz, kolendra, sól morka. JEST. Sos Mild Curry- popatrzyła na półki-
Też już jest – mówiła do siebie.- Pomidory cherry i …chlebek Naan Planet Deli…też
już mam- udała się z koszykiem pełnym zakupów do kasy. Wypakowała wszystko na taśmę
i czekała w kolejce na swoją kolej.
Ktoś chrząknął za jej plecami. Kar odwróciła się i znieruchomiała.
-Cześć – powiedział z błyskiem oku
-Cześć…podglądaczu- odparła- Ty dalej w Genewie ?
-Nie rozumiem czemu aż tak usiłujesz się mnie pozbyć
Kara odwróciła się do niego plecami ponieważ przyszła jej
kolej płacenia za zakupy. Szybki ruchami zapakował kupione rzeczy do siatki i
udała się na parking. Chwilę minęło zanim odnalazła swój samochód.
-Szykuję się impreza?- Dlaczego nie zostałem zaproszony?
Kara nie odezwała się , spakowała rzeczy do samochodu,
zajęła miejsce kierowcy , zapięła pasy, obróciła się do Nefryta z uśmiechem i
pokazała mu środkowy palec. Odpaliła wóz, zatrzasnęła drzwi i pojechała na spotkanie z przyjaciółkami.
Dojechała
do kawiarni, odpaliła papierosa udała się do stolika w ogrodzie. Napisała do
dziewczyn sms ‘a, że czeka na zewnątrz.
Gdy Kara siedziała
przy stoliku, dalej paląc papierosa , podeszła do niej kelnerka. Miała długie
czarne kręcone włosy i pomarańczowe oczy. Była bardzo chuda. Kara dokonała
zamówienia dla siebie i dziewczyn. Zamówiła to co za zwyczaj czyli Latte z
wiórkami kokosowymi, cynamonem i bitą śmietaną. Na zimno. Kelnerka odeszła
kawałek, ale Kara zdążyła dostrzec sekundową zmianę koloru jej oczu. Kelnerka
odwróciła się powoli do Kary sprawdzając czy to dostrzegła. Kara patrzyła na
nią w szoku. Kelnerka uśmiechnęła się złowieszczo i odeszła . „Strygor”
pomyślała.
7
Kara pogrążona
w szoku gapiła się w miejsce gdzie stała kelnerka. Po chwili do kawiarni weszły
dziewczyny.
-Kara jak miło, ze nas wyciągnęłaś z domu- odparła spoglądając
na przyjaciółkę Nava.
Zmrużyła oczy
-Co się stało ?- spytała
-Kelnerka to strygor- wyjąkała
Nagle przed dziewczyna zaczęli się krztusić dwoje ludzi.
Spojrzała na nich, dziewczyna siedząca przy stoliku zleciała z krzesła,
mężczyzna chciał ją złapać ale również się przewrócił, dostali mocnych drgawek
i nagle znieruchomieli. Rozległy się krzyki,
spanikowanych ludzi. Kara zerwała się z miejsca i podbiegła do bezwładnych
ciał. Z ust toczyła im się piana, z mieszana z krwią. Dziewczyna popatrzyła na Lenę.
Lena wiedziała co musi zrobić i o co prosi ją koleżanka. Podeszła do młodej
pary. Położyła ręce na ich głowach. Z pomiędzy palców najpierw poszły iskry a
następnie iskry scaliły się w całość. W światło. Kara wytarła ich twarze z
piany. W tym samym czasie kiedy Lena zaczęła uzdrawiać tych ludzi, Nava
wytworzyła tarczę ochronną i zasłonę, której nikt po za kimś w środku nie
widzi. Ludzie widzą tylko obraz, który pojawił się kilka minut temu czyli
drgawki i upadek. Najpierw ocknęła się dziewczyna, po dłuższym czasie
mężczyzna. Lena opuściła ręce, tarcza opadła. Dziewczyny odsunęły się od
poszkodowanych.
-Co się stało- zapytała dziewczyna
-Zemdleliście- odpowiedziała Kara
-Nie, to nie możliwe. To ta kawa, miała dziwny smak i potem …
nie pamiętam co się stało- powiedziała patrząc na swojego partnera.
-Radzę iść do lekarza- wtrąciła się Nava- Nadmiar cukru powoduje
różne skutki uboczne, polecam również badanie krwi- odparła
Kara wyciągnęła
telefon, oddaliła się trochę i zadzwoniła do brata
-Polaris? Była następny atak, w Café Latte, dwie osoby
kobieta i mężczyzna…-urwała- Tak żyją. Uratowałyśmy ich… nie, nikt nie widział
jak używamy mocy....-chwila ciszy- tak zaraz będziemy.
Dziewczyna
się rozłączyła i zadzwoniła pod jeszcze jeden numer
-Proszę taksówkę do Café Latte
Kara
podeszła do nich:
-Za pięć minut będzie taksówka- odparła
Kara
usiadła z dziewczynami na fotelach ogrodowych. Ludzie dalej się przyglądali
całej sytuacji.
-Zajmijcie się sobą- warknęła Nava
Ludzie wrócili do swoich zajęć. Podeszła do nich kelnerka z
zamówieniem. Nava chciała się zerwać na nogi, kiedy Kara złapała ja delikatnie
za rękę i pokiwała przecząco głową.
-Jak się nazywa pańska koleżanka?- zapytała
-Koleżanka?
-Tak co z panią pracuje.
-Przykro mi ale, pracuję tu tylko ja. To moja knajpa. Nie zatrudniłam
jeszcze nikogo- odparła
Kara znacząco popatrzyła na dziewczyny
-A kto przyrządzał nam kawę i obsługiwał tę parę ?- zapytała
Nava
-Ci klienci nie składali jeszcze zamówienia, a waszą kawę
przygotowałam ja osobiście- odparła kelnerka
Kara dała już sobie spokój. To jak szukanie igły w stogu
siana.
-Dziwna sytuacja- powiedziała Lena
Dziewczyny
szybko wypiły kawę. Powycierały z twarzy bitą śmietanę, gdy podjechała taksówka.
Dziewczyna wraz z chłopakiem udali się do
niej, podziękowali i odjechali. Dziewczyny również wstały , zostawiając napiwek
i udając się do swoich samochodów.
Po
piętnastu minutach , znalazły się przed domek Kary. Udały się do domu. Kara rozpakowała
zakupy i zabrała się do robienia gigantycznego obiadu dla wszystkich. Wyciągnęła
przepis.
-Kotlety jagnięce, zamarynuj w soli morskiej , pieprzu i
olejku kokosowym. Smaż je na…-czytała i robiła wszystko po kolei co się w nim
znajdowało.
Dochodziła trzynasta
gdy dziewczyna wyciągała potrawę z piekarnika, zrobiła osobno sos i zaczęła
rozstawiać sztućce i talerze. Poszła do baru po dwie butelki wina i położyła je
na stół. Do zebrania została godzina, ale zazwyczaj wszyscy się zbierają pół
godziny przed czasem.
Te pół
godziny minęły tak szybko ja machnięcie ręką. Strażnicy zaczęli się schodzić.
Kara postawiła potrawę na stół i zawołała wszystkich do kuchni.
-Ooo, Pani domu gotuje- powiedział Carter
-Co dziś serwujesz- zapytał Joel z uśmiechem
-Jagnięcinę w indyjskim sosie curry- odpowiedziała Kara
-Jedzenie królewskie, od prawdziwej korkowej kuchni-
powiedział Carter
Wszyscy
usiedli do stołu. No prawie wszyscy, nie było Demona i Polarisa Kara krzyknęła
o brata, nie usłyszała żadnej odpowiedzi, przesłała mu wiadomość myślową też
nic. Wstała od stołu i udała się do jego gabinetu. Polaris wyłożony na wielkim
biurko, smacznie sobie spał. Kara podeszła do niego nachyliła się nad jego uchem
i..
-Buu!- krzyknęła
Polaris zerwał się na równe nogi, rozglądając się za źródłem
dźwięku z mocno i szybko bijącym sercem
-Podano obiad do stołu, śpiący książę- powiedziała z
zadowoleniem. Wielki uśmiech satysfakcji pokazał się na jej ustach.
-Czyś ty zwariowała?- szepnął, dalej oszołomiony.
Kara dalej
się uśmiechając wróciła do stołu w kuchni. Po chwili dołączył do nich Polaris.
-Pięknie pachnie- odparł i popatrzył na siostrę
-Jak się spało- zapytała Vita z nieukrywanym uśmiechem-
śpiący książę- dodała po chwili.
Wszyscy wybuchli gromkim śmiechem.
-Nie mówiłem że spałem- odparł
-Nie trudno było usłyszeć donośny głos Kary- odparł Demon
akurat wchodząc i siadając do stołu.- Słyszałem ją na końcu ulicy- dodał
Polaris popatrzył na wszystkich
zgromadzonych. Wszyscy się na niego patrzyli z uciechami na ustach. Kara wstała
nalała każdemu wina i z powrotem zajęła swoje miejsce.
- Ciężka noc ?- zapytał Joel Polarisa.
-Tak… za dużo alkoholu- odparł
Dziewczyny
zachichotały i wzięły się za jedzenie. Do czternas5tej zostały opróżnione dwie
butelki wina, i cale jedzenie. Wszyscy udali się do gabinetu. Kara pozbierała
po wszystkich naczynia i włożyła je do zmywarki i zaczęła wycierać blat.
-Pomogę- zaoferował się Demon
-Nie trzeba, muszę tylko wytrzeć blat.
Demon skinął głową, ale nie ruszył się z miejsca, wpatrując się
w dziewczynę.
-Coś jeszcze?- spytała
Demon przecząco pokiwał głową. Po chwili oboje udali się do
gabinetu, gdzie toczyła się rozmowa.
-No dobra, mówisz że potrafią zmienić kolor oczu, czyli wyglądają
zupełnie jak my. Jak niby mamy ich odróżnić ?- zapytała Vita
Polaris nie zdążył odpowiedzieć, bo siostra go ubiegła
-Można dostrzec czerwoną obramówkę wokół fałszywego koloru i
wydaje mi się że nie potrafią długo utrzymać wymuszonej barwy oczu.
-No dobra, a co z hipnozą- dopytywała dalej.
-Mogą zahipnotyzować tylko ludzi- odparł Polaris.
Wszyscy
zamilkli przetwarzając przekazane im informacje. Rozmowa trwała dość długo ,
gdy Kara popatrzyła na zegarek dochodziła siedemnasta. Polaris powiedział
jeszcze, że muszą mieć się cały czas na baczności i od dnia dzisiejszego poruszają się trójkami.
Polaris zadzwonił jeszcze do kilku znajomych z miasta. Oczywiście Polarisowi
nie można odmówić, więc się zgodzili pomóc.. W końcu tu chodzi o ich miasto.
Po zebraniu
każdy udał się do swoich domów. Kara pomaszerowała do swojego pokoju. Na łóżku
spał rozwalony Hades. Kara uśmiechnęła się do niego i wyszła na balkon. Rozsiadła się wygodnie na leżaku, pogłębiając
się w myślach. Po chwili przypomniało
jej się , że miała zadzwonić do Lexi zapytać jak się czuje dziewczyna. Wyciągnęła
telefon i wybrała do niej numer.
-Cześ Lexi, chciałam zapytać co z dziewczyną.
Kara nagle sposępniała. Polaris mówił, że są małe szanse na
to że dziewczyna przeżyje, ale jeszcze miała złudna nadzieję. Jak się to mówi „Nadzieja
umiera ostatnia”. Lexi powiedziała dziewczynie, że piętnastolatka zmarła dziś
rano. Kara pożegnała się z Lexi i rozłączyła. Siedziała patrząc na rozciągnięty
przed nią horyzont. Łzy napłynęły jej do oczu. Pośpiesznie je otarła „Tylko
mięczaki pokazują słabości i emocje” pomyślała. „Płacz nie jest słabością, ona
daje siłę „- usłyszała w myślach.
-Demon ?
-Demon zeskoczył na balustradę.
-W domu nie musisz mnie pilnować- powiedziała z narastającą
złością.
Demon popatrzył na nią.
-To nie twoja wina- odparł- Tak po prostu miało być-
próbował ja pocieszyć.
-Jeśli próbujesz mnie pocieszyć to po pierwsze kiepsko ci
ton wychodzi a po drugie nie potrzebuję twojego współczucia- żachnęła się.
Demon milczał przez chwilę i zamierzał już wskoczyć na dach
gdy się obrócił i powiedział.
-Postaraj się nie zasnąć tym razem na balkonie. Nie mam
zamiaru mieć znowu oślinionej koszuli- odparł i zniknął na dachu.
Kara zaniemówiła.
„Co ?! To on zaniósł mnie do pokoju gdy zasnęłam na balkonie ?”. Karę nie
wiadomo czemu ogarnęła wściekłość.
-Pieprz się Demon!- krzyknęła.
Usłyszała tylko stłumiony chichot dobiegający z dachu.
-Joel!- krzyknął Carter'
-Nie krzycz tak. Tutaj jestem - powiedział
Wszyscy udali się do domu. Rozmowy dotyczące Nefryta trwały do białego rana. Dopiero o szóstej rano wszyscy udali się do swoich domów, żeby się przespać. Tylko Polaris był na nogach.
-Muszę się spakować przed jutrzejszym wyjazdem. Kara...martwię się
-Poradzimy sobie- powiedziała. Podeszła do brata przytuliła go, pocałowała w policzek i udała się do swojego pokoju.
8
Kara wstała dzisiaj dość późno, Polaris zdążył ją poinformować, że za dwa dni lecą do Rumuni po hybrydy. Nie mogą pozwolić na następne zabójstwa. Wczoraj w nocy było kolejne. Vita nie zdążyła ocalić dziewczyny. Zmarła jej na rękach. Zaczęliśmy podejrzewać , że to sprawka Nefryta. Od jego przybycia do miasta zaczęła się ta rzeź.
-Nie mamy nic na niego. Jest cały czas obserwowany. Siedzi albo w domu albo porywa jakieś dziewczyny na plaży- mówił Polaris- Mamy podejrzenie, ale wydaje mi się ono bezsensowne. Nie chcę jechać do Rumuni gdy wiem że jesteście w niebezpieczeństwie.
- Ja zostanę- zaoferowała się Kara
-Nie ma mowy, nie zostawię cię samej- odparł
-Jak mówiłeś muszę w końcu sama sobie radzić. To najlepszy moment.
Polaris wyczół, że zaraz rozpęta się kłótnia.
-Bez dyskusji Kara- powiedział i pośpiesznie wyszedł żeby Kara nie zdążyła nic powiedzieć.
-Idiota- żachnęła się. " Nie zmusisz mnie, żebym z tobą pojechała. Byś musiał użyć siły" przekazała mu myśl.
"Jasna cholera. Nie raz żałuję że jesteśmy belfagorami" odpowiedział.
Belfegory służyły kiedyś na dworze Królewskim, broniąc swych władców tak samo jak i poddanych. Nazywają ich ludźmi światła i cienia. Nawet jeśli broniąc Królowej zabiją zostaje wyznaczony werdykt...NIEWINNY.
"Zostaje. Nie przydam się tam. A tutaj mogę pomóc. Obiecuję że nie wpakuję się w żadne tarapaty. Możesz zostawić ze mną jakiegoś strażnika" przekazała. "Demon zostanie z tobą. I beż żadnej dyskusji ". Kara uśmiechnęła się. Sieć narzucona. Jak raz udało jej się uciec Demonowi, to zrobi to jeszcze raz. "Będzie spał u mnie w pokoju"- dodał Polaris. Brat wiedział że jego siostra coś kombinuje jeśli zgodziła się zostać ze strażnikiem. Polaris uśmiechnął się na samą myśl , że popsuł siostrze plany. Polaris nie usłyszał już żadnej odpowiedzi.
Kara pomaszerowała do gabinetu, usiadła na jego obkręcanym fotelu w poszukiwaniu listy dotyczącej kto dzisiaj ma pełnić warte. Po pięciu minutach poszukiwań znalazła.
-Wegan, Ferrin, Schadow, Brit...- prześledziła całą listę. Ani śladu jej znajomych.
Wyciągnęła telefon, zadzwoniła do wszystkich tworząc konwersację.
-Cześć - przywitała się - Popołudnie nad jeziorem ?
- Ja dzisiaj nie mogę, Warta Nefryta- powiedział Joel
- Ale my z miłą chęcią się wybierzemy- odpowiedział Carter za wszystkich.
- Za pół godziny tam gdzie zwykle ?- zapytała Kara
- Tak przy skale. - odparł
Po rozłączeniu konwersacji Kara pobiegła do swojego pokoju się przyszykować. Spakowała ręcznik, materac dmuchany, przebrała się w strój i nałożyła na siebie czarny , koronkowy kardigan. Zbiegła na dół żeby spakować koszyk piknikowy. "Idziemy nad wodę zabierasz się " przesłała myśl bratu. Nie dostała odpowiedzi ponieważ Polaris już stał w drzwiach z ręcznikiem przywieszonym na szyję.
-Szybki jesteś- powiedziała Kara
-Wszyscy mi to mówią- powiedział i puścił jej oczko.
-Nie śpiesz się mamy piętnaście minut do odjazdu.
Polaris skinął głową.
Po piętnastu minutach udali się do samochodu. Zaparkowali na leśnej drodze, do skały trzeba było udać się na pieszo. Wysiedli z samochodu , wzięli wszystkie rzeczy i ruszyli biegiem , nie minęło dużo czasu gdy koło nich znaleźli się pozostali strażnicy.
-Wyścigi!- krzyknął Carter
I wszyscy na jego komendę przyśpieszyli.
-Pierwsza!- krzyknęła Kara dobiegając do skały - Jak zwykle.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem na dźwięk jej znudzonego głosu.
Rozłożyli piknik i leżaki na szczycie skały. Od kilku lat przychodzili tutaj aby poskakać z "klifu". Ze skały było widać całą plaże i oczywiście ludzi , którzy wyglądali jak mrówki. Kara rozejrzała się dookoła.
-Nic się nie zmieniło odkąd byliśmy tutaj ostatni raz- powiedziała
-Dalej jest tu pięknie- powiedziała Lena
-Jak ze snu- wtrąciła Vita
-Jak w każdym innym miejscu- dodała Nava
Dziewczyny popatrzyły na nią i ryknęły śmiechem.
-Ty to potrafisz wszystko zepsuć- powiedziała Katia z promiennym uśmiechem. Nava burknęła coś pod nosem i usiadła z książką na leżaku. Zaczęła czytać. Kara z pozostałymi dziewczynami położyła się na kocu, zaczynając się opalać. Nałożyła okulary przeciwsłoneczne
-Zmieniłaś kolczyk?- zapytała Nava odrywając się od książki i wskazując palcem pępek koleżanki.
-Tak- odparła Kara przyglądając się błyszczącemu wilkowi zwisającego z jej brzucha.
Nadeszła chwila relaksu. Dziewczyny zamknęły oczy pogrążając się z marzeniach, a chłopcy... jak to chłopcy rozmawiali rozmawiali o wszystkim jak i o niczym. " Chłopcy są większymi plotkarzami od kobiet " - pomyślała Kara przekazując tą myśl koleżankom.Wszystkie nagle zaśmiały się, rozśmieszyły je miny facetów.
-Znowu nas obgadują - powiedział Demon wracając po chili do przerwanej rozmowy.
9
Dochodziła siedemnasta wszyscy bawią się cudownie. Byli mokrzy jak kury.
-Co powiecie na podglądanie- zapytał Carter
Kara wstała zabrała mu lornetkę i zaczęła obserwować.
- Ta kobieta ma czerwone stringi- powiedziała
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Kara tylko na jedno patrzy - powiedziała Lena ze śmiechem.
Lena zabrała jej lornetkę.
- Tam jest ten nowy. Jak on się tam nazywa ?
-Nefryt- odparł Polaris
-O, to musi też być Joela- powiedziała Kara- Zaprośmy ich do nas
Kara wyciągnęła telefon , wybrała numer do Joela. Odebrał po dwóch sygnałach.
-Cześć Joel jesteśmy ze wszystkimi na skale, może się dołączycie ?
-Jestem na służbie. Cały czas obserwuje jak ten nowy pracuje w ogrodzie. Monotonna robota-odparł
Kara zrobiła wielkie zdziwione oczy.
-Jak to ? Przecież Nefryt jest na plaży. Właśnie go widziałam
W słuchawce zapadła cisza. Kara popatrzyła na Polarisa.
-Każ mu wracać- rozkazał
-Polaris...- nie dokończyła.
-Słyszałem. Już jadę- powiedział. Rozmowa przerwana
-To nie możliwe że ma brata bliźniaka - powiedziała Kara
-Albo ma brata bliźniaka albo...- zamyślił się Polaris
-Albo ?- zapytała Vita
Polaris nic nie mówił. Wpatrywał się we wszystkich.
-Albo co ?!- zapytała już zdenerwowana Nava
-Albo jest Agorem- dokończył w końcu
-Agorem ? Co to znaczy ?- zapytała Katia
-To znaczy że jestem idiotą , że tego nie zauważyłem i wysłałem Joela do niego- odparł zrywając się z miejsca.
-Agory mogą kontrolować każdego... nawet nas.
-Ale jak ?- zapytała Katia.
-Jeśli popatrzymy w ich naturalne oblicze. Za pośrednictwem odbicia lustrzanego czyli kałuża, lustro i...i jeśli zobaczymy ich podwójnie czyli nie wiadomo który jest prawdziwy. Czy ten Nefryt z plaży czy z ogrodu. Stawiam na tego z plaży. I jeszcze jedno ten sobowtór musi popatrzyć mu w oczy żeby zadziałało. Miejmy nadzieję że Joel nie spojrzał mu w oczy, bo może to się obrócić przeciwko nam.
-To na co jeszcze czekamy?- zapytała Kara
Wszyscy byli już w gotowości aby ruszać do drogi. Zerwali się z miejsca w pogoń aby uratować przyjaciela.Kara zaczynała mieć wyrzuty sumienia "My się tutaj bawimy a on ma kłopoty". "Nic mu nie będzie " usłyszała głos w głowie. Kara popatrzyła na wszystkich. Tylko jedna osoba się w nią wpatrywała...Demon..." Przestań siedzieć w mojej głowie Demon". " Nigdy ci to nie przeszkadzało " odparł uśmiechając się jak szaleniec. Polaris wyciągnął szybko telefon.
-Gdzie jesteś ?- zapytał zdenerwowany
-Dojeżdżam do twojej posiadłości- odparł Joel
-Jedziemy- powiedział do wszystkich i rozłączył się
Pobiegli do samochodów , spakowali swoje skarby.
-Może pobiegniemy będzie szybciej- zaproponowała Kara
Wszyscy przytaknęli. Ruszyli biegiem, słońce już się schowało za horyzont , zaczęło się ściemniać. Wbiegli na podwórko, Kara potknęła się o wystającą płytę chodnikową i runęła na ziemię. Demon próbował ją złapać ale mimo to że Kara mało waży pociągnęła go za sobą.
- Długo jeszcze będziesz na mnie leżał?- zapytała
Demon podniósł się z ociąganiem, ale nic nie powiedział. Kara poczuła na swoim ciele prąd elektryczny. Wzdrygnęła się . Samochód Joela stał już przed domem.-Jestem na służbie. Cały czas obserwuje jak ten nowy pracuje w ogrodzie. Monotonna robota-odparł
Kara zrobiła wielkie zdziwione oczy.
-Jak to ? Przecież Nefryt jest na plaży. Właśnie go widziałam
W słuchawce zapadła cisza. Kara popatrzyła na Polarisa.
-Każ mu wracać- rozkazał
-Polaris...- nie dokończyła.
-Słyszałem. Już jadę- powiedział. Rozmowa przerwana
-To nie możliwe że ma brata bliźniaka - powiedziała Kara
-Albo ma brata bliźniaka albo...- zamyślił się Polaris
-Albo ?- zapytała Vita
Polaris nic nie mówił. Wpatrywał się we wszystkich.
-Albo co ?!- zapytała już zdenerwowana Nava
-Albo jest Agorem- dokończył w końcu
-Agorem ? Co to znaczy ?- zapytała Katia
-To znaczy że jestem idiotą , że tego nie zauważyłem i wysłałem Joela do niego- odparł zrywając się z miejsca.
-Agory mogą kontrolować każdego... nawet nas.
-Ale jak ?- zapytała Katia.
-Jeśli popatrzymy w ich naturalne oblicze. Za pośrednictwem odbicia lustrzanego czyli kałuża, lustro i...i jeśli zobaczymy ich podwójnie czyli nie wiadomo który jest prawdziwy. Czy ten Nefryt z plaży czy z ogrodu. Stawiam na tego z plaży. I jeszcze jedno ten sobowtór musi popatrzyć mu w oczy żeby zadziałało. Miejmy nadzieję że Joel nie spojrzał mu w oczy, bo może to się obrócić przeciwko nam.
-To na co jeszcze czekamy?- zapytała Kara
Wszyscy byli już w gotowości aby ruszać do drogi. Zerwali się z miejsca w pogoń aby uratować przyjaciela.Kara zaczynała mieć wyrzuty sumienia "My się tutaj bawimy a on ma kłopoty". "Nic mu nie będzie " usłyszała głos w głowie. Kara popatrzyła na wszystkich. Tylko jedna osoba się w nią wpatrywała...Demon..." Przestań siedzieć w mojej głowie Demon". " Nigdy ci to nie przeszkadzało " odparł uśmiechając się jak szaleniec. Polaris wyciągnął szybko telefon.
-Gdzie jesteś ?- zapytał zdenerwowany
-Dojeżdżam do twojej posiadłości- odparł Joel
-Jedziemy- powiedział do wszystkich i rozłączył się
Pobiegli do samochodów , spakowali swoje skarby.
-Może pobiegniemy będzie szybciej- zaproponowała Kara
Wszyscy przytaknęli. Ruszyli biegiem, słońce już się schowało za horyzont , zaczęło się ściemniać. Wbiegli na podwórko, Kara potknęła się o wystającą płytę chodnikową i runęła na ziemię. Demon próbował ją złapać ale mimo to że Kara mało waży pociągnęła go za sobą.
- Długo jeszcze będziesz na mnie leżał?- zapytała
-Joel!- krzyknął Carter'
-Nie krzycz tak. Tutaj jestem - powiedział
Wszyscy udali się do domu. Rozmowy dotyczące Nefryta trwały do białego rana. Dopiero o szóstej rano wszyscy udali się do swoich domów, żeby się przespać. Tylko Polaris był na nogach.
-Muszę się spakować przed jutrzejszym wyjazdem. Kara...martwię się
-Poradzimy sobie- powiedziała. Podeszła do brata przytuliła go, pocałowała w policzek i udała się do swojego pokoju.
****
Polaris wyszedł na zewnątrz
-Będę jej pilnował- powiedział głos
-Czy nie myślałeś nigdy żeby poruszać się po ziemi ?- zapytał Polaris
-Myślałem...nawet próbowałem, ale jednak zostaje przy tej opcji transportu
-Będziesz spał w moim pokoju gdy mnie nie będzie. Pilnuj jej, wiesz że ona zawsze coś zmajstruje...- chwila ciszy- Nie chcę...
-Żeby ją spotkało to co waszych rodziców. Zawsze to powtarzasz. Może po prostu powiedz jej prawdę.
- Nie. Nie może dowiedzieć \się że nasz ojciec stał się Strygorem i przez Agora zabił naszą matkę. Nie chcę żeby wiedziała że on nadal żyje i gdzieś tam czeka żeby nas zabić.
- Myślisz że to jego robota ?- zapytał Demon
- Nie wiem miejmy nadzieję że nie, bo jeśli tak to nawet hybrydy nam nie pomogą- powiedział i wrócił do mieszkania.
10
Kara obudziła się o piętnastej. Zerknęła na telefon pięć nie odebranych połączeń, trzy wiadomości . Sprawdziła. Uśmiechnęła się do siebie. Oddzwoniła.
-No hej Nava. Zgadzam się. Dzisiaj w Pandemonium. Jaki głos ? A bo przed chwilą wstałam- odparła, pożegnała się i rozłączyła. O dwudziestej umówiła się z dziewczynami w klubie.
Zeszła na dół zrobiła śniadanio - obiad, wypiła kawę i pobiegła z powrotem na górę się przebrać. Po przebraniu się zeszła na dół wzięła smycz zawołała Hadesa. Znalazł się w mgnieniu oka koło niej.
-Idziemy na spacer- powiedziała
Hades zamerdał ogonkiem .
Przechadzając się po ulicach natrafili na park. Zboczyli z trasy.
-Nie musisz się skradać - powiedziała
Chłopak wyszedł z za drzewa.
-Wracaj do domu Demon. Nic mi nie będzie . To tylko spacer. Obiecuję , że zadzwonię jeśli będzie się coś działo. - powiedziała
Demon popatrzył na nią.
-Obiecałem twojemu bratu...- przerwała mu
-Chcę być chociaż przez chwilę sama- powiedziała łagodnie- Mogę? Tylko chwilę.
Demon skinął głową i zniknął. Wiedział że jest przygnębiona ale nie wiedział z jakiego powodu .
Za godzinę miało być zebranie w sprawie Joela. Wszyscy bali się że został pośrednikiem Nefryta.
Po pół godzinie Kara wracała już do domu. W parku, na placu zabaw bawiły się dzieci " Chciałabym wrócić do tych czasów, z rodziną , z zabawą " pomyślała.
Po powrocie do domu usłyszała głosy w gabinecie brata. Zajrzała.
-Już zebranie ?- zapytała- Spóźniłam się ?
-Nie, zaczęliśmy wcześniej. Możesz usiąść.
Spuściła Hadesa ze smyczy i usiadła na wolnym krześle.
Rozmowa trwała do osiemnastej. Wszyscy postanowili że będą czujni , że jeśli się coś stanie od razu poinformują Polarisa. Na razie nie wskazywało na nic żeby było z nim coś nie tak.
Po zakończeniu rozmowy udali się wszyscy chyba do swoich domów.
-Do zobaczenia wieczorem - powiedziały jednocześnie Nava i Lena
-Do wieczora- odpowiedziała z uśmiechem.
Kara pomaszerowała do pokoju sprawdzić garderobę.
-Boże. Nic normalnego.
Wyciągnęła telefon.
-Cześć Toskania, masz jeszcze otwarty butik ? A nie jeśli nie to wybiorę coś z szafy . Tak idziemy na imprezę z dziewczynami do Pandemonium. Wybierzesz się z nami ? No dobrze to innym razem. Dziękuję że otworzysz butik specjalnie dla mnie. Tak już wyjeżdżam. - powiedziała sięgając po klucze.
-Uratowana- powiedziała do siebie.
Wsiadła do samochodu i pojechała do butiku.
- Jak to trudno coś wybrać- powiedziała przymierzając kolejną sukienkę.
Toskania podeszła do niej z pomarańczową zwiewną sukienką.
-Ta będzie idealna- powiedziała- I te buty- wskazała na białe, lakierowane szpilki.
Kara przymierzyła sukienkę i buty. "Idealnie" pomyślała
-Powinnaś zostać stylistką.
Dziewczyna uśmiechnęła się.
Zakup jednej sukienki i jednej pary butów zajął jej półtorej godziny. Pojechała prędko do domu przebrana już w swoją sukienkę aby się pomalować i od razu pojechała do klubu.
Dziewczyny czekały na nią na parkingu przy swoich samochodach otoczone adoratorami.
Kara wysiadła z samochodu. Dziewczyny zrobiły wielkie oczy
-Wyglądasz BOSKO- powiedziały
-Do widzenia chłopcy - odparły i ruszyły do klubu.
Kara tym razem zamówiła drinka z napojem energetycznym. Tańczyła z każdym chłopakiem który ją poprosił o taniec. Później zaś nie miała już siły więc odmawiała kolejnych tańców. " Ci ludzie mogą bawić się do upadłego"- pomyślała. Kara popatrzyła na dziewczyny znacząco.
-My jeszcze zostaniemy. Zadzwonić po Demona ?- zapytała Lena
-Sama mogę to zrobić, ale raczej tego nie zrobię- oparła
- Nie musisz , już tu jestem- odezwał się głos za nią.
-No pięknie
Zabrała rzeczy i udała się do samochodu. Nic nie powiedziała do idącego obok Demona. Po prostu wsiadła do samochodu i odjechała.
11
Dziś był dzień wyjazdu Polarisa do Rumuni. Kara obudziła się rano z odczuwalnym lękiem. Nie wiadomo czemu się bala. Tak samo jak wszyscy nie mieli pojęcia czy Joel jest pod kontrolom Agora czy nie.
Kara zeszła z Hadesem na dół. Wyszli na taras. Hades pobiegł do swojego ulubionego miejsca pod choinką a Kara zaczęła czytać książkę. Oderwała się od książki ponieważ usłyszała szmery w krzakach. NIC. "Pewnie Hades" pomyślała. Wróciła do swojej lektury, znowu to samo. Odłożyła książkę, popatrzyła na choinkę...Hades dalej tam siedział.
-Kto tam jest ?- zawołała
Żadnej odpowiedzi.
-Kto...Tam...Jest. Drugi raz nie powtórzę !- krzyknęła
Z zarośli wyłonił się Joel.
-Spokojnie to tylko ja- powiedział
-Joela, ale mnie wystraszyłeś. Co ci odbiło, że skradasz się w krzakach ?- zapytała
-Przepraszam , nie chciałem cię przestraszyć. Przyszedłem się pożegnać z Polarisem
Kara zmrużyła oczy. Coś jej nie grało. Polaris przecież nie jechał na długo , a u nas w domu obowiązuje tradycja , że się tylko witamy nie żegnamy. Od śmierci naszych rodziców tak pozostało. Pożegnaliśmy się a oni już drugiego dnia nie wrócili do domu.
-Polaris pewnie się ucieszy że ma tak lojalnego przyjaciela- powiedziała
Coś w jego twarzy się zmieniło czyżby widziała BÓL ? a może SMUTEK ?.Kara nie potrafiła tego określić
W kuchni rozległ się trzask. Kara aż podskoczyła.
-Polaris!- krzyknęła
Polaris wpadł na taras
-Przepraszam, zostawiłem buty na samym środku kuchni i właśnie o nie się potknąłem i przewróciłem.
Kara zachichotała.
-O...Joel. Miło cię widzieć czy coś się stało ?- zapytał
-Nie, przyszedłem życzyć ci miłej podróży i pożegnać się- odparł
-Dziękuję. A gdzie wyjeżdżasz ?
Kara popatrzyła na brata
-On przyszedł pożegnać się z tobą- powiedziała
-Oh...- odparł. Podszedł do przyjaciela i przytulił go po przyjacielsku klepiąc w plecy
Karze zabrzęczał telefon. Wstała i ruszyła do kuchni. Nadal podsłuchiwała krótką rozmowę brata i Joela. Nawet nie zdawała sobie sprawy z kim rozmawia przez telefon.
-Przepraszam a z kim rozmawiam ?- zapytała- O Boże ciociu mamy urwanie głowy. Przepraszam. - Karze zrzedła mina- tak, a kiedy ? Jutro ?! Nie oczywiście jesteś kile widziana . Tak za jakiś czas przyjadę po swoje konie. Zadzwonię do ekipy budowlanej, za tydzień powinna być gotowa. Dobrze to do jutra- powiedziała i się rozłączyła.
Kara pobiegła na górę. Chłopcy dalej rozmawiali.
- Demon.
Demon zeskoczył z dachu.
-Coś jest nie tak z Joelem- powiedziała
Demon popatrzył na nią
-Czemu tak uważasz?
Kara streściła mu jego dzisiejsze zachowanie.
Demon patrzył na nią i w końcu odparł.
-Mogę z nim porozmawiać.
- Nie, powiem Carterowi i Vicie żeby go obserwowali, może coś zauważą.
-Nie masz pewności Karo, że coś jest nie tak
-Wiem , ale nie chcę ryzykować. Mi też jest trudno. To nasz przyjaciel- powiedziała ze smutkiem
Demon zmienił temat.
-Gotowa na noc ze mną ?- zapytał z uśmiechem
Kara popatrzyła na niego z politowaniem
-Śpimy osobno i nie wchodź mi w drogę- odparła i weszła z powrotem do pokoju.
Usłyszała wołanie brata. Zbiegła na dół.
-Joel już poszedł? -zapytała
-Bardzo dziwnie się zachowywał- powiedział Polaris
Kara nie powiedziała bratu o swoich podejrzeniach. Nie chciała go denerwować przed wyjazdem.
-Ciotka Stefania zadzwoniła przed chwilą.
-Czego chciała?- zapytał
- Przyjeżdża jutro- odpowiedziała- Pytała się kiedy zabiorę konie. Powiedziałam jej że za tydzień i że muszę zamówić ekipę budowlaną.
-Chcesz jechać za tydzień na Ukrainę ?- zapytał
-Chyba tak.
-A nie lepiej poprosić Dimitrija. Może będzie akurat jechał do nas.
-Zadzwonię i zapytam.
Nagle rozległ się klakson.
- To mój transport. Zawiezie mnie na lotnisko. Jak będę w Rumuni napiszę lub zadzwonię. Wracam za trzy dni.
Kara podeszła do brata i go przytuliła. Polaris pognał po rzeczy i wyszedł. Kara machała swojemu bratu z podjazdu. Gdy samochód zniknął za zakretem wróciła do domu.
Pomaszerowała do kuchni, otworzyła lodówkę NIC. " Zaniedbuję to lodówkę" pomyślała." Zakupy " usłyszała głos w swojej głowie." Tak ale najpierw kawa" odpowiedziała.
W drzwiach balkonowych stanął Demon.
- Ja też poproszę- powiedział
-Dobra, niech ci będzie
-Już się wprowadziłem.
Kara zerknęła na niego.
-Robisz obiad czy zjemy na mieście?- zapytał
-Robię obiad i deser
-Ooo... a co nasz kuchareczka ma dzisiaj w planach ?
-Udka z kurczaka z sosie Tikha Masala a na deser banany i liczi w mleczku kokosowym.- odparła
-Pycha
-Nie powiedziałam, że deser ci dam. Mówiłeś tylko o obiedzie- odparła
Demon uśmiechnął się
-Słyszałem że Stefania jutro przyjeżdża
-Tak- odpowiedziała bez humoru
-Nie cieszysz się ?- zapytał
-Cieszę, nie widziałam jej już rok, ale tyle się dzieje/
Kara zamyśliła się
-Zrób kawę, muszę zobaczyć czy Polaris zrobił listę na dzisiejszą zmianę.
Kara pomaszerowała do gabinetu brata . Poszperała w papierach NIC. Wyciągnęła telefon i zadzwoniła do niego. Po krótkim czasie usłyszała brata po drugiej stronie.
- Przepraszam, że przeszkadzam. Dzwonię żeby się dowiedzieć czy sporządziłeś dzisiejszy patrol ? Okej to ja już się tym zajmę. Dobrze nie martw się. Przecież Demon jest ze mną. Dobrze do zobaczenia.
Kara wyciągnęła kartkę i zaczęła notować.
-Zachód: Reikan, Pancho, Nel, Wschód: Rantij, Chad, Vera, Północ: Valeria, Randal, Gregor Południe: Rafa, Victor, Savana.
Kara odpaliła komputer brata i wysłała zawiadomienie o dzisiejszej zmianie. Poczekała chwilę na odpowiedź. Wszyscy byli w gotowości. Wyłączyła komputer i poszła do kuchni. Na stole czekała na nią już kawa i Demon..."Niestety " pomyślała. Kawa wyglądała bajecznie. Z bitą śmietaną posypana kakaem i cynamonem. Spróbowała...wyborne.
- Chcesz mnie przekupić kawą ?- zapytała
-Może tak, a może nie - roześmiał się- Jakieś plany na dziś ?
- Nie, ale może pójdę do kina
-Proponuje po zakupach lody- odparł- W Ice Minion są przepyszne.
Kara popatrzyła z niedowierzaniem. Wyobraziła sobie Demona jedzącego lody i wybuchnęła śmiechem
Demon popatrzył na nią.
-No co ? - zapytał z udawanym żalem- Nawet najlepszym się zdarza -odparł
Kara dalej chichotała. Wypiła kawę , włożyła kubki do zmywarki. Dochodziła jedenasta "Boże jak ten czas szybko leci " pomyślała.
-Idziemy się przebrać i możemy jechać
Chłopak skinął głową.
Pobiegła na górę.
Najpierw lekki makijaż, później garderoba. Czarne rurki, biała bokserka i białe trampki do tego bejsbolówka. Dawno się tak nie ubierała. Zazwyczaj wyrafinowane stroje ale dziś...dziś nie miała na to ochoty. Zeszła na dół w pełnym rynsztunku. Demon leżał na sofie przed telewizorem .
-Jedziemy ?-zapytała
-Myślałem że pobiegniemy- odparł
-Może jeszcze po dachach mam z tobą skakać?- zapytała z ironią
-Jak masz ochotę- odparł z uśmiechem
Kara spiorunowała go wzrokiem.
-Niech stracę- odparł z westchnieniem.
Udali się do samochodu. Kara wyciągnęła z kieszeni telefon , sprawdziła w internecie numer do ekipy budowlanej i zadzwoniła.
-Dzień dobry potrzebuję budowlańców. Chcę aby w tydzień wybudowali mi stajnie na podwórku- powiedziała adres. - Tak wiem że to mało czasu, ale zapłacę ile trzeba. Pieniądze nie grają roli.Ok dziękuję bardzo- rozmowa przerwana
-Czego ludzie nie zrobią dla pieniędzy - powiedział Demon
Kara nic nie powiedziała. Odpaliła swoją brykę i pognała do miasta. Zatrzymała się przy supermarkecie.
-Ty będziesz szukał produktów na deser. Sześć bananów, orzechy arachidowe, mięta, sól morska, dwie puszki mleczka kokosowego, cukier trzcinowy, jedna puszka liczi w syropie Tao Tao, trzy pomarańcze. Zapamiętałeś ?
-Nie. Powtórz jeszcze raz- odparł wyciągając telefon.
Kara jeszcze raz powtórzyła a Demon zanotował wszystko w notatniku .
Wyszli z samochodu kierując się do sklepu.
-To później lody ?- zapytał
-Niech ci będzie. Za pomoc...ale- powiedziała
-Ale co ?
-Dzwonię do Navy i Leny- odparła
-No dobra- odparł z wyrzutem
-Dlaczego aż tak jej nie lubisz?- zapytała
Demon nic nie odpowiedział , więc nie drążyła tego tematu.
Po godzinie już wychodzili ze sklepu z torbami zakupów. Spakowali wszystko do bagażnika Po drodze Kara zadzwoniła do dziewczyn. Nava przyjść nie mogła ale Lena powiedziała że na pewno będzie.Demon aż skakał z radości.
We trójkę siedzieli w ogródku lodziarni zajadając lody.
-Pyszne- powiedziały dziewczyny
-A nie mówiłem - powiedział Demon
Dziewczyny roześmiały się. Po zjedzeniu lodów cała trójka udała się do domów.
Kara zaczynała robić obiad. Poleciła Demonowi aby zrobił deser. Mimo że próbował się wykręcić, w końcu się zgodził dzięki namową Kary.
-To co ty jesz?
-Zamawiam lub jem na mieście - odparł
Dochodziła piętnasta gdy już obiad i deser był gotowy Zjedli obiad. Udali się do pokoju gier aby zjeść deser.
-Sprawdźmy jaki z ciebie kucharz- powiedziała i spróbowała- Niesamowite. Naprawdę nigdy nie bawiłeś się w kucharza ?- zapytała z niedowierzaniem.
-Nie
W pokoju gier spędzili kilka godzin, grając, rozmawiając , śmiejąc się.
-To co kino ?- zapytała Kara
Demon zerknął na nią.
-Oczywiście- odparł
Kara pobiegła po komputer i z powrotem usiadła koło Demona na sofie.
-Sprawdźmy repertuar.
-Pięćdziesiąt twarzy Greya, Minionki, Siedmiu krasnoludków ratuje śpiącą królewnę, Doberman, Dotyk Julii.
-Same bajki i romanse- skwitował Demon
-Moim zdaniem "Dotyk Julii" jest w porządku. W recenzji jest napisane że film opowiada o miłości, ale dziewczyna która jest zakochana dotykiem zabija ludzi.
-Chyba nie mam wyjścia. Na pewno nie bajki. Bajki mnie nie pociągają. Ale... pójdziemy do tego kina na piechotę.
Kara patrzyła na niego. Wiedziała jak ta sytuacja wygląda... jak randka. Sam na sam...w kinie i w ogóle. " Nie, to tylko znajomy" pomyślała.
Szli ciemnymi ulicami, obserwując ludzi i rozświetlone od lamp miasto. Doszli do kina , kupili bilety, i udali się na swoje miejsca. Po dwóch godzinach seans się skończył
- Jestem wyczerpana- powiedziała
-Zanieść cię ?- zapytał
-Jak bym powiedziała Tak ?
-To bym cię zaniusł
-To w takim razie powiem Nie
Do domu przyszli około pierwszej w nocy. Kara usiadła na sofie i w mgnieniu oka zasnęła. Demon akurat wyszedł z gabinetu Polarisa. Zobaczył ją siedzącą.
-Dobrze się dzisiaj bawiłem- odparł.
Zero odpowiedzi.
-Kara?- zapytał podchodząc do sofy. Demon uśmiechnął się. Chciał ją już przenieść do jej łóżka gdy Kara odezwała się przez sen.
-Nie tym razem. I wpuść Hadesa.
Demon pomaszerował do drzwi balkonowych. Zawołał Hadesa...przybiegł od razu siadając koło swojej pani warcząc. "Dziwne" pomyślał Demon. Zamknął drzwi popatrzył w ciemność- ZIELONE OCZY. Otworzył na nowo drzwi, chciał wyjść i złapać tego osobnika, ale za nim Demon otworzył drzwi zniknął.
-Pokaż się tutaj jeszcze raz! a cię zabiję - krzyknął.
Zamknął ostatecznie drzwi. Pobiegł na górę sprawdzić czy wszystkie okna pozamykana i zwlókł się na dół. Położył dziewczynę na poduszce i przykrył kocem. Sam położył się na podłodze i zasnął.
12
O szóstej rano Kara usłyszała dzwonek do drzwi, ledwo zwlekła się z łóżka gdy usłyszała głosy.
-Witaj Demonie- powiedział kobiecy głos
-Cześć Stef- przywitał się chłopak
-A gdzie moja księżniczka ?- zapytała kobieta szukając swojej wnuczki
-Śpi jeszcze- odparł
-Oh! Ty mój śpiochu. Jak się czujesz po ostatnich wydarzeniach ?- zapytała z troską
-Skąd wiesz?
-Polaris do mnie dzwonił i opowiedział mi wszystko.
-Ciociu czy ty przyjechałaś w odwiedziny czy po szpiegować ?- zapytała Kara
Jej ciocia Stefania informatorem oraz śledczym. Zawsze lubiła zajmować się brudną robotą.
-Oh kochanie wiesz że dla ciebie tutaj jestem. Nie widziałyśmy się rok, stęskniłam się za tobą-powiedziała -A teraz przywitaj się ze swoją starą ciotką.
Kara uśmiechnęła się
-Wcale nie jesteś stara- odparła rzucając się ciotce na szyję
Demon i Stef zaśmiali się.
-A teraz daj ciotce odpocząć po podróży. Położę się w salonie.
-Oczywiście ciociu
Stefania udała się na spoczynek. Kara i Demon stali jeszcze w progu.
-Kawy ?- zapytał chłopak
-Z miłą chęcią- odparła- Demon ?
-Tak ?
-Dlaczego znowu znalazłam się w swoim pokoju ?-zapytała
-Strasznie chrapałaś. Nie mogłem zasnąć-powiedział
-Ale ty jesteś dowcipny- powiedziała
Kara usiadła przy stole w kuchni. Po chwili gorąca kawa stała już przed nią
-Powinieneś założyć knajpę z kawą - zauważyła- Robisz ją bardzo dobrze
-Dziękuję
Kara uśmiechnęła się
-Polaris się odzywał ?- zapytał
-Nie. Już dawno powinien dotrzeć na miejsce. Najlepiej będzie jak zadzwonię do niego, zaczynam się martwić.
Kara wstała od stołu , sięgnęła po telefon i zaczęła dzwonić.
-Zajęty- powiedziała
Demon skinął głową.
-Jakieś plany na dziś?- zapytał
-Ciotka lubi teatr , więc może się tam dzisiaj wybierzemy-powiedziała- Możesz wybrać się z nami.
-Nie będę wam przeszkadzał. Nie widziałyście się rok. Pewnie macie dużo rzeczy do omówienia. Spotkamy się później. A teraz, może rundka ?
-Oczywiście, skopie ci dupę
Obydwoje zerwali się z miejsca i pobiegli do salonu gier. Grali aż do czternastej. Nie wiedzieli kiedy im czas tak zleciał.
Do rzeczywistości sprowadziło ich chrząknięcie Stefani.
- Cześć ciociu, właśnie...- przerwała
-Wiem kochanie. Cieszę się że jesteś szczęśliwa. Bardzo dobry wybór.
Kara na początku nie wiedziała o czym ciotka mówi.
-Oh! Nie, nie , nie jesteśmy razem- powiedziała
-Oh to bardzo przepraszam- powiedziała uśmiechając się.
-Zaraz zrobię obiad- powiedziała - Usiądź pooglądaj telewizję. Zawołam jak będzie gotowy.
-Dobrze kochnie
-Pomogę ci - powiedział Demon
Na ustach Stef wyrósł wielki uśmiech .
Udali się do kuchni.
-Pomysł na obiad ?- zapytał Demon
-Kulki z mielonej wołowiny z sezamem i ogórkami z sosem ostrym chulli.
-Ty zawsze gotujesz takie potrawy ?- zpytał
-Jakie ?
-Takie...wykwintne.
-Zawsze- odparła
Po sześćdziesięciu minutach wszystko było już prawie gotowe.
-Wstaw na osiem minut do piekarnika na dwieście stopni - poleciła Kara
Demon wykonał polecenie.Kara pobiegła do piwnicy po wino, gdy wróciła Demon już nakrywał do stołu.
-Ciociu !-krzyknęła- Obiad
Stefania przyszła do kuchni.
- Nic się nie zmieniłaś kochana- powiedziała
Po zjedzeniu obiadu Kara przedstawiła ciotce plan dnia.
-Bardzo się cieszę, że chcesz mnie zabrać do teatru. A czy Demon idzie z nami ?-zapytała
-Nie, dzisiaj mam plany - powiedział
-Spróbuję zadzwonić do Polarisa- powiedziała dziewczyna
Znowu wyciągnęła telefon
-No w końcu. Miałeś się odezwać jak dojedziesz do Rumuni. Martwiłam się- powiedziała do słuchawki.
-Witaj córeczko... kopę lat - powiedział męski głos
-Słucham ? Z kim rozmawiam ?- zapytała
-Nie poznajesz swojego tatusia?- zapytał
Karze nagle telefon wyleciał z ręki, roztrzaskał się na posadzce . Ona osunęła się na kafelki.
-Co się stało ?!- krzyknął Demon ze strachem w oczach. Nigdy nie widział dziewczyny w taki stanie.
-Kochanie ?- zapytała ciotka
-OJCIEC- powiedziała
-Witaj Demonie- powiedział kobiecy głos
-Cześć Stef- przywitał się chłopak
-A gdzie moja księżniczka ?- zapytała kobieta szukając swojej wnuczki
-Śpi jeszcze- odparł
-Oh! Ty mój śpiochu. Jak się czujesz po ostatnich wydarzeniach ?- zapytała z troską
-Skąd wiesz?
-Polaris do mnie dzwonił i opowiedział mi wszystko.
-Ciociu czy ty przyjechałaś w odwiedziny czy po szpiegować ?- zapytała Kara
Jej ciocia Stefania informatorem oraz śledczym. Zawsze lubiła zajmować się brudną robotą.
-Oh kochanie wiesz że dla ciebie tutaj jestem. Nie widziałyśmy się rok, stęskniłam się za tobą-powiedziała -A teraz przywitaj się ze swoją starą ciotką.
Kara uśmiechnęła się
-Wcale nie jesteś stara- odparła rzucając się ciotce na szyję
Demon i Stef zaśmiali się.
-A teraz daj ciotce odpocząć po podróży. Położę się w salonie.
-Oczywiście ciociu
Stefania udała się na spoczynek. Kara i Demon stali jeszcze w progu.
-Kawy ?- zapytał chłopak
-Z miłą chęcią- odparła- Demon ?
-Tak ?
-Dlaczego znowu znalazłam się w swoim pokoju ?-zapytała
-Strasznie chrapałaś. Nie mogłem zasnąć-powiedział
-Ale ty jesteś dowcipny- powiedziała
Kara usiadła przy stole w kuchni. Po chwili gorąca kawa stała już przed nią
-Powinieneś założyć knajpę z kawą - zauważyła- Robisz ją bardzo dobrze
-Dziękuję
Kara uśmiechnęła się
-Polaris się odzywał ?- zapytał
-Nie. Już dawno powinien dotrzeć na miejsce. Najlepiej będzie jak zadzwonię do niego, zaczynam się martwić.
Kara wstała od stołu , sięgnęła po telefon i zaczęła dzwonić.
-Zajęty- powiedziała
Demon skinął głową.
-Jakieś plany na dziś?- zapytał
-Ciotka lubi teatr , więc może się tam dzisiaj wybierzemy-powiedziała- Możesz wybrać się z nami.
-Nie będę wam przeszkadzał. Nie widziałyście się rok. Pewnie macie dużo rzeczy do omówienia. Spotkamy się później. A teraz, może rundka ?
-Oczywiście, skopie ci dupę
Obydwoje zerwali się z miejsca i pobiegli do salonu gier. Grali aż do czternastej. Nie wiedzieli kiedy im czas tak zleciał.
Do rzeczywistości sprowadziło ich chrząknięcie Stefani.
- Cześć ciociu, właśnie...- przerwała
-Wiem kochanie. Cieszę się że jesteś szczęśliwa. Bardzo dobry wybór.
Kara na początku nie wiedziała o czym ciotka mówi.
-Oh! Nie, nie , nie jesteśmy razem- powiedziała
-Oh to bardzo przepraszam- powiedziała uśmiechając się.
-Zaraz zrobię obiad- powiedziała - Usiądź pooglądaj telewizję. Zawołam jak będzie gotowy.
-Dobrze kochnie
-Pomogę ci - powiedział Demon
Na ustach Stef wyrósł wielki uśmiech .
Udali się do kuchni.
-Pomysł na obiad ?- zapytał Demon
-Kulki z mielonej wołowiny z sezamem i ogórkami z sosem ostrym chulli.
-Ty zawsze gotujesz takie potrawy ?- zpytał
-Jakie ?
-Takie...wykwintne.
-Zawsze- odparła
Po sześćdziesięciu minutach wszystko było już prawie gotowe.
-Wstaw na osiem minut do piekarnika na dwieście stopni - poleciła Kara
Demon wykonał polecenie.Kara pobiegła do piwnicy po wino, gdy wróciła Demon już nakrywał do stołu.
-Ciociu !-krzyknęła- Obiad
Stefania przyszła do kuchni.
- Nic się nie zmieniłaś kochana- powiedziała
Po zjedzeniu obiadu Kara przedstawiła ciotce plan dnia.
-Bardzo się cieszę, że chcesz mnie zabrać do teatru. A czy Demon idzie z nami ?-zapytała
-Nie, dzisiaj mam plany - powiedział
-Spróbuję zadzwonić do Polarisa- powiedziała dziewczyna
Znowu wyciągnęła telefon
-No w końcu. Miałeś się odezwać jak dojedziesz do Rumuni. Martwiłam się- powiedziała do słuchawki.
-Witaj córeczko... kopę lat - powiedział męski głos
-Słucham ? Z kim rozmawiam ?- zapytała
-Nie poznajesz swojego tatusia?- zapytał
Karze nagle telefon wyleciał z ręki, roztrzaskał się na posadzce . Ona osunęła się na kafelki.
-Co się stało ?!- krzyknął Demon ze strachem w oczach. Nigdy nie widział dziewczyny w taki stanie.
-Kochanie ?- zapytała ciotka
-OJCIEC- powiedziała
13
-Kochanie wstań , usiądźmy , napijmy się kawy i porozmawiajmy.
-Porozmawiajmy ?! O czym ? To musiał być kawał Polarisa, przecież nasz ojciec nie żyje- powiedziała z irytacją.
-Myślisz że twój brat byłby do tego zdolny ?- zapytał Demon dziewczyny.
Kara wstała podpierając się na ramieniu ciotki. Podeszli do stołu i usiedli. Dziewczyna już nie miała siły jeść. Popatrzyła na ciotkę. Zachowywała się normalnie, mimo tego że dowiedziała się że jej syn żyje. " Chyba że..."
-Jesteś za spokojna- powiedziała, nie rzucając podejrzeń żeby nie urazić ciotki.
-Musisz o czymś wiedzieć - powiedziała.
-To nie możliwe. Wiedziałaś!-krzyknęła - Polaris!... On musi być w szoku, był zżyty z ojcem... Trzeba go odnaleźć.- powiedziała już ze strachem.
Kara popatrzyła na ciotkę.
-Nie wierze... okłamywałaś mnie przez te dwa lata , gdzie przechodziłam tortury po stracie rodziców.
Do oczu Kary napłynęły łzy.
-Muszę odnaleźć tatę. On pewnie nas szukał.
-Twój ojciec doskonale wie gdzie mieszkacie. Jeśli by chciał was znaleźć już dawno by to zrobił. Po za tym...-urwała na chwilę- Twój ojciec jest agorem . On zabił waszą matkę z miłości do innej.
-To nie możliwe!- krzyknęła
Demon położył rękę na jej ramieniu . Kara nawet nie zwróciła na to uwagi.
-Twój tato nie urodził się nim. Ponieważ byście byli mieszańcami. Wladymir został stworzony. Stworzyła go kobieta w której był zakochany. Nazywała się Wena.
-Nazywała się ?- zapytała Kara
-Tak, twój brat z nienawiści do ojca zabił ją.- powiedziała- Twój brat jest dzielny i odważny. Zrobi wszystko żeby nie stała ci się krzywda, Żadnemu z was.
-Koniec tych bredni. Chcę znać prawdę- powiedziała
Stefania popatrzyła z żalem na wnuczkę.
-Nawet bolesną - dodała widząc wahanie ciotki.
-To ja może was zostawię - powiedział Demon
-Nie. Zostań- rozkazała dziewczyna.
Demon nie miał ochoty w tym momencie się spierać. Usiadł obok Kary.
-Jak już mówiłam twojego tatę Wena zamieniła w agora- zaczęła z wahaniem.
-Nie mów przy mnie jej imienia - żachnęła się
-Zaczęło się od tego , jak twój ojciec patrolował północ z twoją matką . Została napadnięta kobieta, okradziono ją , to byli zwykli bandyci. Twój ojciec był bohaterem, ocalił nieznajomą. Od tamtej pory niby z przypadku lub nie wpadali na siebie , coraz częściej i częściej. Pewnego dnia wasz ojciec musiał wyjechać , nocował w hotelu gdzie ona też była. Nie wiadomo skąd . Drink, nie winny flirt i poszło jak z górki. Niby niewinnie , na pierwszy rzut oka nic nie świadczyło o tym że coś z tego będzie. Twoja mama poprosiła mnie żebym powęszyła . Okazało się że to była pierwsza miłość waszego ojca. Wena...przepraszam... Chodziła z waszym ojcem do szkoły. Jak to szkoła dała mu kosza dla mięśniaka.Jak twoja matka się o tym dowiedziała , wpadła w szał. Wypytywała o wszystko waszego ojca, ale jak to mężczyzna ... skłamał...Po miesiącu wasza matka spotkała ich razem w miejscu gdzie się poznali.
-Na skałce ?! Zabrał tam kochankę ?! W miejsce gdzie się poznali i jej się oświadczył ?!- Krzyknęła
Ciotka nie odpowiedziała, ciągnęła dalej.
-Zrobiła mu awanturę , wrócili razem do domu. Ojciec obiecywał jej że nic między nimi nie zaszło , że to tylko spotkanie służbowe. Twoja mama nie była głupia. Nie uwierzyła mu. Dwa miesiące później patrolowali wschód , wasza matka dostrzegła wielkie zmiany w zachowaniu waszego taty. Mimo romansu zawsze był punktualny w domu później się to zmieniło. Podczas tego patrolu usłyszeli głośny wrzask , pobiegli w tamtą stronę. To była ona ...Wena... Sterczała nad martwą dziewczynką, miała zaledwie szesnaście lat . Twoja mama zerwała się z nadzieją że dziewczynka jeszcze żyje. Chciała jej pomóc, lecz twój ojciec odepchnął ją , poleciała na siatkę. Cała była poraniona. Twoja mama nie wiedziała co ma zrobić walczyć z mężem i ojcem jej dzieci czy z kochanką. Była strażniczką. Przysięgała że będzie ratować ludzi mimo wszystko. Chciała ratować dziewczynkę , ale bez skutku. Twój ojciec złapał mamę za szyje i zaczął dusić. Pozwolił dobić dziewczynkę. Twoja matka krzyczała, wyzywała. Po chwili dostrzegła jego oczy. Wiedziała kim się stał. Gdy Wena skończyła z dziewczynką, podeszła do swojego kochanka , wyszczerzyła zęby do twojej matki. Elena zobaczyła, że się obejmują i do tego...- przerwała
-Do tego co ?!
-Wena była w ciąży...z twoim ojcem- dodała
-O mój Boże...A co z mamą ?
-Rzucił ją na ziemię. Powiedział że nigdy jej nie kochał i że teraz jest szczęśliwy. I będzie miał dziecko z kobietą którą kocha.
-Skąd o tym wiesz ?- zapytała Kara- Byłaś tam ?
-Nie...- powiedziała
-To skąd o tym wiesz?! - krzyknęła- No mów!
Chwilę wahania.
-Twój brat tam był.
Kara zamilkła. Nie wiedziała co ma robić. Wściekać się na niego za ukrywanie prawdy czy współczuć że tyle przeszedł.
-Musimy go ratować- powiedziała Kara zrywając się z miejsca .
-Demon poinformuj wszystkich o zaistniałej sytuacji. Jutro zebranie o dziesiątej. Wszyscy mają być - powiedziała Stefania.- Karo , od jutra zaczynamy poszukiwania. Teraz idź na górę i się połóż- powiedziała spokojnie
-Nie ! Nie pozwolę Polarisowi być w tym samym miejscu z mordercą!
-Kochanie, twój ojciec mu nic nie zrobi, musi mieć powód
-Zabił jego kochankę i dziecko- powiedziała
-Dziecko żyję zniknęło tak samo jak drugie dziecko Weny. Jeśli by chodziło o śmierć kochanki próbowałby zabić go wcześniej. A teraz na górę bez dyskusji.
Demon akurat wszedł do kuchni.
-Nie widziałam kiedy wyszedłeś.
-Pojawiam się i znikam- powiedział chcąc rozweselić dziewczynę.
Po chwili spoważniał i popatrzył na Stefani.
-Jutro o dziesiątej. Wszyscy wiedzą.
Chłopak popatrzył na dziewczynę.
-Twoja ciotka ma rację . Powinnaś się położyć- powiedział
-Dobrze...Położysz się koło mnie do póki nie zasnę ?- zapytała
Demon zamyślił się .
-Oczywiście -odparł
Kara już maszerowała do schodów.
Oboje znaleźli się już w jej pokoju. Kara pomaszerowała do garderoby , przebrać się w szorty i koszulkę na ramiączkach . Wskoczyła na łóżko, Demon położył się obok niej. Przez chwilę oboje patrzyli w sufit w milczeniu. Kara pierwsza odwróciła się w jego stronę .
-Przytulisz mnie ?-zapytała
"Słabości ?" zapytał w myślach " Powiedz o tym komuś a po tobie "- odpowiedziała.
Demon się uśmiechnął. Zawahał się lecz po chwili ją przytulił. Kara poczuła ciepło jego dotyku. Jego dotyk pobudził jej ciało. Chłopak zaczął ją gładzić po plecach, zadziałało to na nią usypiająco. Demon popatrzył na śpiącą dziewczynę, lecz po chwili również pogrążył się w śnie .
Zasnęli przytuleni do siebie , z myślą co stanie się jutro.
14
Kara obudziła się następnego dnia w ramionach Demona. Uświadomiła sobie co wczoraj zaszło...
-Przepraszam- powiedziała speszona- Nie wiem co we mnie wstąpiło
-Chwila słabości -powiedział chłopak
Na chwilę zapadło milczenie dziwne uczucie w jej brzuchu ustąpiło po dłuższej chwili. Wstała, ubrała się ,i otworzyła drzwi balkonowe. Stała w nich przez dłuższą sekundę.
-Trzeba znaleźć Polarisa. Ty zawiadomiłeś wszystkich tutaj. Ja zawiadomię starych znajomych.
-To nie jest dobry pomysł.
-Nie, ale tylko oni zdołają nam pomóc. - odparła
-Mam nadzieję że nie myślisz że się zmienili.
-Nikt się nie zmienia w tak krótkim czasie.
-Twoja ciotka nie będzie zadowolona- dodał
-Ona nie musi o tym wiedzieć. Okłamywała mnie , jak ja raz to zrobię...nic jej nie będzie.Polaris też mnie okłamywał...
-Nie wiń go o to . Chciał dla ciebie dobrze, chciał cię chronić
-Tak...wolał patrzeć na cierpienie z powodu śmierci niż zdrady.
-Bał się że wpadniesz w szał, że będzie kierować tobą tylko cholerna zemsta.
-Już za późno. Ojciec pożałuje tego co zrobił naszej matce. A z Polarisem inaczej się rozliczę.
-Karo...- powiedział uspokajająco Demon do zamykających się za dziewczyną drzwi.
Kara biegła korytarzem , który prowadził do schodów. . Zbiegła na dół , krzyknęła.
-Hades!
Pupil od razu ruszył za nią. Musiała spotkać się z pośrednikiem. Musiała natychmiast sprowadzić swoją starą watahę. Wpadła do garażu, wskoczyła do samochodu, Hades poszedł w ślady pani. Wskoczył do samochodu przez okno. Mknęli ulicami miasta .
Dotarli do celu, pusto, cisza, jedna ławeczka i dużo wspomnień. Ławeczkę zbudowała razem z mamą. Mieściła się na środku polany otoczona makami, chabrami i różnorodną roślinnością. Wypuściła Hadesa, udała się na ławkę. Razem z mamą nazwały to miejsce OTCHŁAŃ. Jak była małą dziewczynką kochała tutaj przychodzić.
-Już myślałam że nie przyjdziesz- powiedziała Kara wpatrując się w łąkę.
-Zdziwił mnie twój telefon Karo. Dużo czasu minęło od poprzedniego i ostatniego spotkania. - powiedział głos
Kara wstała na pięcie i odwróciła się przodem do rozmówcy. Przed nią stała wychudzona, blada dziewczyna. Niegdyś jej przyjaciółka. Mocno pomalowane oczy czarną kredką i tuszem dodawały efekt zgrozy, czerwona, krwista szminka na ustach zmysłowości. Dziewczyna była piękna i jeszcze do tego te białe włosy.
-Tak minęło bardzo dużo czasu.
-Więc po co kazałaś mi przyjechać, mówiłaś że to ważna sprawa- powiedziała dziewczyna- A ja chcę jak najszybciej spłacić swój dług
Kara spojrzała na znajomą.
-Candy, nic się nie zmieniłaś. Potrzebuję pomocy, muszę odbić Polarisa z rąk swojego ojca. Potrzebuję u swego boku wszystkich Baronów.
-Nie wiadomo czy będą chcieli ci pomóc- odpowiedziała jasnowłosa
-Dlatego przychodzę do ciebie. Masz ich nakłonić. Wtedy spłacisz swój dług.
-Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji.- upomniała się dziewczyna
-Jesteś pośrednikiem to twoja praca. Dalej nie potrafisz oddzielać spraw służbowych od prywatnych.
Dziewczyna popatrzyła na Karę z pode łba.
-Jeśli bym umiała na wejściu skopałabym ci dupę.
-I z wzajemnością- odpowiedziała z szyderczym uśmiechem Kara.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę mierzyły się wzrokiem.
-Zobaczę co da się zrobić- powiedziała w końcu.
Kara odwróciła się i szła już w kierunku samochodu.
-Współczuję, że dopiero dowiedziałaś się o ojcu - powiedziała-Polaris mógł ci już wcześniej powiedzieć.
Kara stanęła jak wryta. Przechyliła głowę żeby Candy nie widziała jej przejęcia, złości i strachu.
-Skąd o tym wiesz ?-Zapytała.
Kara musiała ukryć emocje.
-Wszyscy o tym wiedzieliśmy . Jeden z nas był tam razem z Polarisem, żeby nie puścił pary z ust Polaris sam powiedział wszystkim pod warunkiem że tobie ani słowa. - powiedziała dziewczyna
Kara nie wytrzymała. Ruszyła biegiem do samochodu .
Krążyła po mieście już od dwudziestu minut. W końcu zatrzymała się na parkingu. Patrzyła przed siebie, oczy zaczęły zachodzić jej mgłą... Rozryczała się.
15
Kara nie mogła w to uwierzyć. Jak mogła być tak ślepa? Jak mogła być tak głupia i naiwna ? Jak mogła nie zauważyć , że wszyscy dookoła ją okłamywali. A Demon ? Dopiero nie dawno zaczęła ma ufać. Telefon jej za wibrował. Wyciągnęła go z kieszeni " O wilku mowa " pomyślała. Dziewczyna jeszcze przez chwilę patrzyła w wyświetlacz, do czasu aż nie pojawił się komunikat POŁĄCZENIE NIE ODEBRANE . Po chwili przyszedł drugi informujący o wiadomości na poczcie głosowej. "Odsłuchać czy nie " zastanawiała się. W końcu mimo smutków dziewczyna odsłuchała wiadomość.
"Gdzie jesteś martwię się. Długo nie wracasz . Długo ci zajmuje ta rozmowa z pośrednikiem . Coś się stało ? Oddzwoń jak najszybciej"
Kara zaczęła się śmiać...bardzo głośno. To był przerażający... złowrogi śmiech.
-Martwisz się ?! Jak to do cholery! Zdradziłeś mnie tak jak wszyscy ...wy wszyscy mnie okłamywaliście ! -Krzyczała dalej do siebie. Nagle do jej samochodowego okna ktoś zapukał, obniżyła delikatnie szybę.
-Tak ?- zapytała
-Czy panience coś się stało?- zapytał jakiś mężczyzna. Wyglądał góra po czterdziestce. Czarna bujna czupryna, zielone jarzące się oczy , szczupły. Wyglądał jak starsza wersja gwiazdy porno. Mimo wieku był przystojny. Kara zmierzyła go wzrokiem, nie uszło to jego uwadze. Mężczyzna uśmiechnął się . '
-Tak, w doskonałym - odpowiedziała mimo że w duchu krzyczała NIE!!!WSZYSCY MNIE OKŁAMALI , NIENAWIDZĘ ICH, NIENAWIDZĘ SIEBIE. POŻAŁUJĄ TEGO.
Kara zamyśliła się, uśmiechnęła się do mężczyzny i dodała.
-Dziękuję za zainteresowanie i przepraszam że się pan martwił.
Mężczyzna się oddalił.
-Pożałują tego ?
Kara wyciągnęła telefon. Wystarczył jeden sygnał.
-Gdzie...
-Za dziesięć minut na skale.
-Coś się stało ?
Kara zakończyła rozmowę. Odpaliła samochód i ruszyła w drogę.
-Porozmawiajmy ?! O czym ? To musiał być kawał Polarisa, przecież nasz ojciec nie żyje- powiedziała z irytacją.
-Myślisz że twój brat byłby do tego zdolny ?- zapytał Demon dziewczyny.
Kara wstała podpierając się na ramieniu ciotki. Podeszli do stołu i usiedli. Dziewczyna już nie miała siły jeść. Popatrzyła na ciotkę. Zachowywała się normalnie, mimo tego że dowiedziała się że jej syn żyje. " Chyba że..."
-Jesteś za spokojna- powiedziała, nie rzucając podejrzeń żeby nie urazić ciotki.
-Musisz o czymś wiedzieć - powiedziała.
-To nie możliwe. Wiedziałaś!-krzyknęła - Polaris!... On musi być w szoku, był zżyty z ojcem... Trzeba go odnaleźć.- powiedziała już ze strachem.
Kara popatrzyła na ciotkę.
-Nie wierze... okłamywałaś mnie przez te dwa lata , gdzie przechodziłam tortury po stracie rodziców.
Do oczu Kary napłynęły łzy.
-Muszę odnaleźć tatę. On pewnie nas szukał.
-Twój ojciec doskonale wie gdzie mieszkacie. Jeśli by chciał was znaleźć już dawno by to zrobił. Po za tym...-urwała na chwilę- Twój ojciec jest agorem . On zabił waszą matkę z miłości do innej.
-To nie możliwe!- krzyknęła
Demon położył rękę na jej ramieniu . Kara nawet nie zwróciła na to uwagi.
-Twój tato nie urodził się nim. Ponieważ byście byli mieszańcami. Wladymir został stworzony. Stworzyła go kobieta w której był zakochany. Nazywała się Wena.
-Nazywała się ?- zapytała Kara
-Tak, twój brat z nienawiści do ojca zabił ją.- powiedziała- Twój brat jest dzielny i odważny. Zrobi wszystko żeby nie stała ci się krzywda, Żadnemu z was.
-Koniec tych bredni. Chcę znać prawdę- powiedziała
Stefania popatrzyła z żalem na wnuczkę.
-Nawet bolesną - dodała widząc wahanie ciotki.
-To ja może was zostawię - powiedział Demon
-Nie. Zostań- rozkazała dziewczyna.
Demon nie miał ochoty w tym momencie się spierać. Usiadł obok Kary.
-Jak już mówiłam twojego tatę Wena zamieniła w agora- zaczęła z wahaniem.
-Nie mów przy mnie jej imienia - żachnęła się
-Zaczęło się od tego , jak twój ojciec patrolował północ z twoją matką . Została napadnięta kobieta, okradziono ją , to byli zwykli bandyci. Twój ojciec był bohaterem, ocalił nieznajomą. Od tamtej pory niby z przypadku lub nie wpadali na siebie , coraz częściej i częściej. Pewnego dnia wasz ojciec musiał wyjechać , nocował w hotelu gdzie ona też była. Nie wiadomo skąd . Drink, nie winny flirt i poszło jak z górki. Niby niewinnie , na pierwszy rzut oka nic nie świadczyło o tym że coś z tego będzie. Twoja mama poprosiła mnie żebym powęszyła . Okazało się że to była pierwsza miłość waszego ojca. Wena...przepraszam... Chodziła z waszym ojcem do szkoły. Jak to szkoła dała mu kosza dla mięśniaka.Jak twoja matka się o tym dowiedziała , wpadła w szał. Wypytywała o wszystko waszego ojca, ale jak to mężczyzna ... skłamał...Po miesiącu wasza matka spotkała ich razem w miejscu gdzie się poznali.
-Na skałce ?! Zabrał tam kochankę ?! W miejsce gdzie się poznali i jej się oświadczył ?!- Krzyknęła
Ciotka nie odpowiedziała, ciągnęła dalej.
-Zrobiła mu awanturę , wrócili razem do domu. Ojciec obiecywał jej że nic między nimi nie zaszło , że to tylko spotkanie służbowe. Twoja mama nie była głupia. Nie uwierzyła mu. Dwa miesiące później patrolowali wschód , wasza matka dostrzegła wielkie zmiany w zachowaniu waszego taty. Mimo romansu zawsze był punktualny w domu później się to zmieniło. Podczas tego patrolu usłyszeli głośny wrzask , pobiegli w tamtą stronę. To była ona ...Wena... Sterczała nad martwą dziewczynką, miała zaledwie szesnaście lat . Twoja mama zerwała się z nadzieją że dziewczynka jeszcze żyje. Chciała jej pomóc, lecz twój ojciec odepchnął ją , poleciała na siatkę. Cała była poraniona. Twoja mama nie wiedziała co ma zrobić walczyć z mężem i ojcem jej dzieci czy z kochanką. Była strażniczką. Przysięgała że będzie ratować ludzi mimo wszystko. Chciała ratować dziewczynkę , ale bez skutku. Twój ojciec złapał mamę za szyje i zaczął dusić. Pozwolił dobić dziewczynkę. Twoja matka krzyczała, wyzywała. Po chwili dostrzegła jego oczy. Wiedziała kim się stał. Gdy Wena skończyła z dziewczynką, podeszła do swojego kochanka , wyszczerzyła zęby do twojej matki. Elena zobaczyła, że się obejmują i do tego...- przerwała
-Do tego co ?!
-Wena była w ciąży...z twoim ojcem- dodała
-O mój Boże...A co z mamą ?
-Rzucił ją na ziemię. Powiedział że nigdy jej nie kochał i że teraz jest szczęśliwy. I będzie miał dziecko z kobietą którą kocha.
-Skąd o tym wiesz ?- zapytała Kara- Byłaś tam ?
-Nie...- powiedziała
-To skąd o tym wiesz?! - krzyknęła- No mów!
Chwilę wahania.
-Twój brat tam był.
Kara zamilkła. Nie wiedziała co ma robić. Wściekać się na niego za ukrywanie prawdy czy współczuć że tyle przeszedł.
-Musimy go ratować- powiedziała Kara zrywając się z miejsca .
-Demon poinformuj wszystkich o zaistniałej sytuacji. Jutro zebranie o dziesiątej. Wszyscy mają być - powiedziała Stefania.- Karo , od jutra zaczynamy poszukiwania. Teraz idź na górę i się połóż- powiedziała spokojnie
-Nie ! Nie pozwolę Polarisowi być w tym samym miejscu z mordercą!
-Kochanie, twój ojciec mu nic nie zrobi, musi mieć powód
-Zabił jego kochankę i dziecko- powiedziała
-Dziecko żyję zniknęło tak samo jak drugie dziecko Weny. Jeśli by chodziło o śmierć kochanki próbowałby zabić go wcześniej. A teraz na górę bez dyskusji.
Demon akurat wszedł do kuchni.
-Nie widziałam kiedy wyszedłeś.
-Pojawiam się i znikam- powiedział chcąc rozweselić dziewczynę.
Po chwili spoważniał i popatrzył na Stefani.
-Jutro o dziesiątej. Wszyscy wiedzą.
Chłopak popatrzył na dziewczynę.
-Twoja ciotka ma rację . Powinnaś się położyć- powiedział
-Dobrze...Położysz się koło mnie do póki nie zasnę ?- zapytała
Demon zamyślił się .
-Oczywiście -odparł
Kara już maszerowała do schodów.
Oboje znaleźli się już w jej pokoju. Kara pomaszerowała do garderoby , przebrać się w szorty i koszulkę na ramiączkach . Wskoczyła na łóżko, Demon położył się obok niej. Przez chwilę oboje patrzyli w sufit w milczeniu. Kara pierwsza odwróciła się w jego stronę .
-Przytulisz mnie ?-zapytała
"Słabości ?" zapytał w myślach " Powiedz o tym komuś a po tobie "- odpowiedziała.
Demon się uśmiechnął. Zawahał się lecz po chwili ją przytulił. Kara poczuła ciepło jego dotyku. Jego dotyk pobudził jej ciało. Chłopak zaczął ją gładzić po plecach, zadziałało to na nią usypiająco. Demon popatrzył na śpiącą dziewczynę, lecz po chwili również pogrążył się w śnie .
Zasnęli przytuleni do siebie , z myślą co stanie się jutro.
14
Kara obudziła się następnego dnia w ramionach Demona. Uświadomiła sobie co wczoraj zaszło...
-Przepraszam- powiedziała speszona- Nie wiem co we mnie wstąpiło
-Chwila słabości -powiedział chłopak
Na chwilę zapadło milczenie dziwne uczucie w jej brzuchu ustąpiło po dłuższej chwili. Wstała, ubrała się ,i otworzyła drzwi balkonowe. Stała w nich przez dłuższą sekundę.
-Trzeba znaleźć Polarisa. Ty zawiadomiłeś wszystkich tutaj. Ja zawiadomię starych znajomych.
-To nie jest dobry pomysł.
-Nie, ale tylko oni zdołają nam pomóc. - odparła
-Mam nadzieję że nie myślisz że się zmienili.
-Nikt się nie zmienia w tak krótkim czasie.
-Twoja ciotka nie będzie zadowolona- dodał
-Ona nie musi o tym wiedzieć. Okłamywała mnie , jak ja raz to zrobię...nic jej nie będzie.Polaris też mnie okłamywał...
-Nie wiń go o to . Chciał dla ciebie dobrze, chciał cię chronić
-Tak...wolał patrzeć na cierpienie z powodu śmierci niż zdrady.
-Bał się że wpadniesz w szał, że będzie kierować tobą tylko cholerna zemsta.
-Już za późno. Ojciec pożałuje tego co zrobił naszej matce. A z Polarisem inaczej się rozliczę.
-Karo...- powiedział uspokajająco Demon do zamykających się za dziewczyną drzwi.
Kara biegła korytarzem , który prowadził do schodów. . Zbiegła na dół , krzyknęła.
-Hades!
Pupil od razu ruszył za nią. Musiała spotkać się z pośrednikiem. Musiała natychmiast sprowadzić swoją starą watahę. Wpadła do garażu, wskoczyła do samochodu, Hades poszedł w ślady pani. Wskoczył do samochodu przez okno. Mknęli ulicami miasta .
Dotarli do celu, pusto, cisza, jedna ławeczka i dużo wspomnień. Ławeczkę zbudowała razem z mamą. Mieściła się na środku polany otoczona makami, chabrami i różnorodną roślinnością. Wypuściła Hadesa, udała się na ławkę. Razem z mamą nazwały to miejsce OTCHŁAŃ. Jak była małą dziewczynką kochała tutaj przychodzić.
-Już myślałam że nie przyjdziesz- powiedziała Kara wpatrując się w łąkę.
-Zdziwił mnie twój telefon Karo. Dużo czasu minęło od poprzedniego i ostatniego spotkania. - powiedział głos
Kara wstała na pięcie i odwróciła się przodem do rozmówcy. Przed nią stała wychudzona, blada dziewczyna. Niegdyś jej przyjaciółka. Mocno pomalowane oczy czarną kredką i tuszem dodawały efekt zgrozy, czerwona, krwista szminka na ustach zmysłowości. Dziewczyna była piękna i jeszcze do tego te białe włosy.
-Tak minęło bardzo dużo czasu.
-Więc po co kazałaś mi przyjechać, mówiłaś że to ważna sprawa- powiedziała dziewczyna- A ja chcę jak najszybciej spłacić swój dług
Kara spojrzała na znajomą.
-Candy, nic się nie zmieniłaś. Potrzebuję pomocy, muszę odbić Polarisa z rąk swojego ojca. Potrzebuję u swego boku wszystkich Baronów.
-Nie wiadomo czy będą chcieli ci pomóc- odpowiedziała jasnowłosa
-Dlatego przychodzę do ciebie. Masz ich nakłonić. Wtedy spłacisz swój dług.
-Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji.- upomniała się dziewczyna
-Jesteś pośrednikiem to twoja praca. Dalej nie potrafisz oddzielać spraw służbowych od prywatnych.
Dziewczyna popatrzyła na Karę z pode łba.
-Jeśli bym umiała na wejściu skopałabym ci dupę.
-I z wzajemnością- odpowiedziała z szyderczym uśmiechem Kara.
Dziewczyny jeszcze przez chwilę mierzyły się wzrokiem.
-Zobaczę co da się zrobić- powiedziała w końcu.
Kara odwróciła się i szła już w kierunku samochodu.
-Współczuję, że dopiero dowiedziałaś się o ojcu - powiedziała-Polaris mógł ci już wcześniej powiedzieć.
Kara stanęła jak wryta. Przechyliła głowę żeby Candy nie widziała jej przejęcia, złości i strachu.
-Skąd o tym wiesz ?-Zapytała.
Kara musiała ukryć emocje.
-Wszyscy o tym wiedzieliśmy . Jeden z nas był tam razem z Polarisem, żeby nie puścił pary z ust Polaris sam powiedział wszystkim pod warunkiem że tobie ani słowa. - powiedziała dziewczyna
Kara nie wytrzymała. Ruszyła biegiem do samochodu .
Krążyła po mieście już od dwudziestu minut. W końcu zatrzymała się na parkingu. Patrzyła przed siebie, oczy zaczęły zachodzić jej mgłą... Rozryczała się.
15
Kara nie mogła w to uwierzyć. Jak mogła być tak ślepa? Jak mogła być tak głupia i naiwna ? Jak mogła nie zauważyć , że wszyscy dookoła ją okłamywali. A Demon ? Dopiero nie dawno zaczęła ma ufać. Telefon jej za wibrował. Wyciągnęła go z kieszeni " O wilku mowa " pomyślała. Dziewczyna jeszcze przez chwilę patrzyła w wyświetlacz, do czasu aż nie pojawił się komunikat POŁĄCZENIE NIE ODEBRANE . Po chwili przyszedł drugi informujący o wiadomości na poczcie głosowej. "Odsłuchać czy nie " zastanawiała się. W końcu mimo smutków dziewczyna odsłuchała wiadomość.
"Gdzie jesteś martwię się. Długo nie wracasz . Długo ci zajmuje ta rozmowa z pośrednikiem . Coś się stało ? Oddzwoń jak najszybciej"
Kara zaczęła się śmiać...bardzo głośno. To był przerażający... złowrogi śmiech.
-Martwisz się ?! Jak to do cholery! Zdradziłeś mnie tak jak wszyscy ...wy wszyscy mnie okłamywaliście ! -Krzyczała dalej do siebie. Nagle do jej samochodowego okna ktoś zapukał, obniżyła delikatnie szybę.
-Tak ?- zapytała
-Czy panience coś się stało?- zapytał jakiś mężczyzna. Wyglądał góra po czterdziestce. Czarna bujna czupryna, zielone jarzące się oczy , szczupły. Wyglądał jak starsza wersja gwiazdy porno. Mimo wieku był przystojny. Kara zmierzyła go wzrokiem, nie uszło to jego uwadze. Mężczyzna uśmiechnął się . '
-Tak, w doskonałym - odpowiedziała mimo że w duchu krzyczała NIE!!!WSZYSCY MNIE OKŁAMALI , NIENAWIDZĘ ICH, NIENAWIDZĘ SIEBIE. POŻAŁUJĄ TEGO.
Kara zamyśliła się, uśmiechnęła się do mężczyzny i dodała.
-Dziękuję za zainteresowanie i przepraszam że się pan martwił.
Mężczyzna się oddalił.
-Pożałują tego ?
Kara wyciągnęła telefon. Wystarczył jeden sygnał.
-Gdzie...
-Za dziesięć minut na skale.
-Coś się stało ?
Kara zakończyła rozmowę. Odpaliła samochód i ruszyła w drogę.
****
Zatrzymała samochód, przebiegła się do urwiska. Już tam był. Stał w swoich obcisłych czarnych spodniach, oficerkach i białej opinającej klatkę piersiową bokserkę. Kara wyszła z samochodu, założyła okulary przeciwsłoneczne mimo że słońce zaszło przed sekundą za czarne chmury, które zwiastowały ulewę lub burzę. Kara nie lubiła owijać w bawełnę. Więc spotkanie zaczęło się od prostego pytania.
-Wiedziałeś ?
Demon odwrócił się .
-O czym ?- on już wiedział o co jej chodzi. Co miał jej powiedzieć ? Skłamać czy powiedzieć prawdę ? Zdecydował że nie powie nic. Ona już znała odpowiedź.
-Od kiedy ?
Dalej nic nie odpowiedział. Tylko stał i się na nią gapił.
-Jak mogłeś- krzyknęła.
Jego jedyne wytłumaczenie.
-Nie miałem wyjścia. To sprawa między tobą a Polarisem. On powinien ci wszystko powiedzieć. Namawiałem go wiele razy.
-Traktowaliśmy ciebie jak rodzinę!!! Powinieneś mi powiedzieć jak wiedziałeś że go nie przekonasz!
-Nie chciałem się wtrącać w sprawy rodzinne- dalej zostawał przy swoim.
Kara stał przez chwilę w milczeniu patrząc na niego złowrogo.
-Mam ochotę zrzucić cię z tego urwiska, ale jakie by to miało znaczenie ? Wtedy trafiłabym do cytadeli i nie znalazłabym ojca...ale w takim razie powiem ci tyle.-Kara uśmiechnęła się krzywo. Oczy jej się rozświetliły- PIERDOL SIĘ-Po tych słowach jej twarz znowu poszarzała. Dziewczyna odwróciła się na pięcie. Zrobiła już krok w stronę samochodu gdy on ją złapał za rękę i pociągnął. Wpadła w jego ramiona.Demon tym razem się nie wahał. Pocałował ją.
16
Kara odepchnęła Demona z całej siły. Demon zatoczył się, popatrzył na nią , ona podeszła i uderzyła go w twarz.
-Co ty do cholery wyprawiasz ?! Rozum ci odjęło?! - krzyczała
Demon stał nieruchomo , wpatrzony w nią jak w obrazek. Kara zła na niego , że dopuścił się takiego czynu. Odwróciła się i pobiegła w las ,żeby odetchnąć i pomyśleć. Coś zaszeleściło w krzakach. Popatrzyła w tamtą stronę z krzaków wyskoczył jeleń . Uśmiechnęła się smutno.
-Chciałabym być wolna tak jak ty .
I poszła dalej.
-Znowu się spotykamy - powiedział głos.
Kara rozejrzała się do o koła. Nikogo nie było.Chciała już krzyknąć "Kto tu jest "
-Za tobą - odparł
Kara w mgnieniu oka stała oko w oko z mężczyzna..."Z parkingu?"pomyślała
-Ależ mnie pan przestraszył- odparła
-Czy to przeznaczenie ?- spytał
Kara popatrzyła na mężczyznę... "Tata tak zawsze do mnie mówił " pomyślała ze smutkiem. Brakowało jej tego mimo że nienawidziła ojce.
-Nie wierze w przeznaczenie - powiedziała
-Ta... ja też - powiedział mężczyzna z groźną nutką w głosie.
Nie uszło to jej uwadze. Mężczyzna patrzył na nią..." Coś jest nie tak ". Kara popatrzyła nieznajomemu w oczy "Niebieskie ?" mogła przysiąc że były zielone..."Strygor!"- warknęła w duchu. -Wie pan co, nie chcę być niegrzeczna, ale nie mam czasu na pogaduszki z nieznajomym. Mam ciężki dzień i niestety śpieszy mi się do rodziny- skłamała -Tata by mnie zabił jeśli bym się spóźniła. Godzina policyjna, wie pan chyba co to znaczy.
Kara wiedziała, że powinna walczyć, ale sytuacje , które wydarzyły się dzisiejszego dnia odebrały jej całą energię. Dziewczyna odwróciła się w stronę samochodu.
-Nie ładnie, bardzo nie ładnie z twojej strony - warknął nieznajomy - Tego cię nie nauczyliśmy na pewno.
Kara odwróciła się. Lustrowała mężczyznę wzrokiem.
-Słucham ?- zapytała
-No co dziecinko... nie poznajesz tatusia ?- zapytał z paskudnym uśmiechem.
Kara mimowolnie się uśmiechnęła. Żądza zemsty zaczęła się podnosić.
-Po tylu operacjach plastycznych trudno cię poznać. -odparła z pogardą - Chciałam dać sobie spokój z walką z tobą... Do puki nie dowiedziałam się kim jesteś. Jak tam twoja żonka kowboju- odparła ze śmiechem.
Wladymir spojrzał na córkę lodowatym wzrokiem.Dziewczyna jednak kontynuowała dalej.
-Jak mogłeś zabić naszą matkę!- krzyknęła. Pragnęła usłyszeć wyjaśnień .
Zdziwienie a może zaskoczenie pojawiło się na jego twarzy. Na Karze nie zrobiło to żadnego wrażenia.
-Gdzie jest Polaris?!
-Bezpieczny- odparł
-Bezpieczny ?! Z tobą ?! Mordercą ?!Porwałeś mojego brata ! -krzyczała -Gdzie on jest ?!
-Ocaliłem twojego brata, teraz przyszedłem ocalić i ciebie .
Z za drzewa słychać było powarkiwanie . Hades stanął u boku swojej pani.
-Hybryda...- Wladymir się uśmiechnął - Też miałem taką. Masz po mnie ten dar...-odparł z dumą.
W oddali można było usłyszeć kroki.
-Wrócę po ciebie i wszystko wyjaśnię. Bądź czujna , bo nawet w domu nie jesteś bezpieczna - powiedział i zniknął.
-Kara - odparł kobiecy głos.- Musimy wracać do domu ostrzec wszystkich. Doszły mnie słuchy że mój SYN wrócił ...To miasto już nie jest bezpieczne.
W twarzy ciotki było coś dziwnego. Kara postanowiła na razie nie mówić jej o spotkaniu z ojcem . Zastanawiała się tylko dlaczego jej plan zemsty nie zadziałał ? Dlaczego nie umiała rzucić się na ojca i walczyć ? Co było nie tak ? Dlaczego był zaskoczony oskarżeniami o śmierci matki ? I dlaczego we własnym domu nie mogła czuć się bezpiecznie ? O czym on do cholery mówił ? Kara musiała to wyjaśnić...nawet jeśli miałaby zginąć .
16
Kara odepchnęła Demona z całej siły. Demon zatoczył się, popatrzył na nią , ona podeszła i uderzyła go w twarz.
-Co ty do cholery wyprawiasz ?! Rozum ci odjęło?! - krzyczała
Demon stał nieruchomo , wpatrzony w nią jak w obrazek. Kara zła na niego , że dopuścił się takiego czynu. Odwróciła się i pobiegła w las ,żeby odetchnąć i pomyśleć. Coś zaszeleściło w krzakach. Popatrzyła w tamtą stronę z krzaków wyskoczył jeleń . Uśmiechnęła się smutno.
-Chciałabym być wolna tak jak ty .
I poszła dalej.
-Znowu się spotykamy - powiedział głos.
Kara rozejrzała się do o koła. Nikogo nie było.Chciała już krzyknąć "Kto tu jest "
-Za tobą - odparł
Kara w mgnieniu oka stała oko w oko z mężczyzna..."Z parkingu?"pomyślała
-Ależ mnie pan przestraszył- odparła
-Czy to przeznaczenie ?- spytał
Kara popatrzyła na mężczyznę... "Tata tak zawsze do mnie mówił " pomyślała ze smutkiem. Brakowało jej tego mimo że nienawidziła ojce.
-Nie wierze w przeznaczenie - powiedziała
-Ta... ja też - powiedział mężczyzna z groźną nutką w głosie.
Nie uszło to jej uwadze. Mężczyzna patrzył na nią..." Coś jest nie tak ". Kara popatrzyła nieznajomemu w oczy "Niebieskie ?" mogła przysiąc że były zielone..."Strygor!"- warknęła w duchu. -Wie pan co, nie chcę być niegrzeczna, ale nie mam czasu na pogaduszki z nieznajomym. Mam ciężki dzień i niestety śpieszy mi się do rodziny- skłamała -Tata by mnie zabił jeśli bym się spóźniła. Godzina policyjna, wie pan chyba co to znaczy.
Kara wiedziała, że powinna walczyć, ale sytuacje , które wydarzyły się dzisiejszego dnia odebrały jej całą energię. Dziewczyna odwróciła się w stronę samochodu.
-Nie ładnie, bardzo nie ładnie z twojej strony - warknął nieznajomy - Tego cię nie nauczyliśmy na pewno.
Kara odwróciła się. Lustrowała mężczyznę wzrokiem.
-Słucham ?- zapytała
-No co dziecinko... nie poznajesz tatusia ?- zapytał z paskudnym uśmiechem.
Kara mimowolnie się uśmiechnęła. Żądza zemsty zaczęła się podnosić.
-Po tylu operacjach plastycznych trudno cię poznać. -odparła z pogardą - Chciałam dać sobie spokój z walką z tobą... Do puki nie dowiedziałam się kim jesteś. Jak tam twoja żonka kowboju- odparła ze śmiechem.
Wladymir spojrzał na córkę lodowatym wzrokiem.Dziewczyna jednak kontynuowała dalej.
-Jak mogłeś zabić naszą matkę!- krzyknęła. Pragnęła usłyszeć wyjaśnień .
Zdziwienie a może zaskoczenie pojawiło się na jego twarzy. Na Karze nie zrobiło to żadnego wrażenia.
-Gdzie jest Polaris?!
-Bezpieczny- odparł
-Bezpieczny ?! Z tobą ?! Mordercą ?!Porwałeś mojego brata ! -krzyczała -Gdzie on jest ?!
-Ocaliłem twojego brata, teraz przyszedłem ocalić i ciebie .
Z za drzewa słychać było powarkiwanie . Hades stanął u boku swojej pani.
-Hybryda...- Wladymir się uśmiechnął - Też miałem taką. Masz po mnie ten dar...-odparł z dumą.
W oddali można było usłyszeć kroki.
-Wrócę po ciebie i wszystko wyjaśnię. Bądź czujna , bo nawet w domu nie jesteś bezpieczna - powiedział i zniknął.
-Kara - odparł kobiecy głos.- Musimy wracać do domu ostrzec wszystkich. Doszły mnie słuchy że mój SYN wrócił ...To miasto już nie jest bezpieczne.
W twarzy ciotki było coś dziwnego. Kara postanowiła na razie nie mówić jej o spotkaniu z ojcem . Zastanawiała się tylko dlaczego jej plan zemsty nie zadziałał ? Dlaczego nie umiała rzucić się na ojca i walczyć ? Co było nie tak ? Dlaczego był zaskoczony oskarżeniami o śmierci matki ? I dlaczego we własnym domu nie mogła czuć się bezpiecznie ? O czym on do cholery mówił ? Kara musiała to wyjaśnić...nawet jeśli miałaby zginąć .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz